Tymek jak był na świętach w Werbkowicach to bardzo chciał barszczu spróbować i mu się wpadło do garnka.

Tymek jak był na świętach w Werbkowicach to bardzo chciał barszczu spróbować i mu się wpadło do garnka.

Ja dbam o cerę Franuli (przed wyjściem na spacer krem na twarz) i Franula dba o moją cerę:
Wypowiedzi Franka zaczynają być bardziej złożone:
Wczoraj odbył się Sylwestrowy mini bal. Bal był przebierany, jednak każdy miał informację o innych wymaganiach co do stroju. Część myślała, że trzeba przebrać się za jakieś zwierzątko, inna część byłą przekonana, że należy wdziać strój “kobiety lekkich obyczajów” lub alfonsa. A trzecia połowa gości przypadkowo nie została poinformowana o wymaganym stroju. Ale było fajnie.
Gospodarze domu: Justynka Pszczółka i Maciek Kogut

Wiola Mucha

Michał Krokodyl

Agnieszka Motylek i Bartek Tygrysisko

Ola Pierwsza Dama i jej Opiekun Majkel

Majkel el Alfonzo Alonzo i Dartanią

Jasio Dama Druga i Ela Robaczek ze skrzydełkami

Dziewczęta ustawiają się ala Paryż Hilton

Rzut ogólny na kanapę tzw. Panorama Skoszewska

Było jedzenie

I była Ela z Damianem

No i Marta ma się rozumieć.

Najpierw Franek się mocno rozchorował przed świętami. Gorączka wysoka a oczywiście w poradni, jak to przed świętami bądź długim weekendem, lekarzy brak. W nagłych przypadkach na pogotowie. Zadzwoniliśmy więc po lekarkę 5minut/130zł i była za chwilę. Franuli przeszło po trzech dniach.
Potem było ubieranie choinki i co chwila przeżywanie, że światełka się świecą i że choinka była na balkonie i że deda przyniósł.
Potem przebojem okazała się taczka w której można przewozić makaron i spinacze do bielizny.
Następnie była Wigilia i szał prezentowy.Potem był pierwszy dzień świąt i szał prezentowy. Tutaj kilka najbardziej udanych zdjęć:
Jeszcze gimnastyka:
Piotruś z Tymciem zamienili się rolami. Tymcio chodził na nóżkach, Piotrek raczkował
Po ogromnej ilości super jedzenia miny mieliśmy nietęgie.
Więcej zdjęć TUTAJ
Zaczęła się era rysowania. Oto jeden z pierwszych rysunków Frankowych. Reszta znajduje się na ścianach w przedpokoju oraz na oparciach krzeseł.
Na pytanie: ‘Co to jest?’ Franek odpowiedział: ‘Baba’.
A tak na marginesie, nigdy nie zapomnę piosenki Kolorowe Kredki w wykonaniu niejakiego Adama K., dumnego ojca dwuletnich już trojaczków. Pozdrowienia i sto lat sto lat!!!
Franek ma półtora roku. Tak szybko! A dopiero co ważył 3200 i robił zeza co chwila. A teraz już wszystko umie i wie i można z nim pogadać.
Różności z ostatniego miesiąca:
CJ_FAXE czyli Kuba zrobił nam w zeszłym tygodniu parę fotek w Wytwórni.
Oto one:



Stwierdzam z bólem, że fotogeniczna to ja nie jestem hehe. Co innego Pan od Skreczy czyli Squal
Niezły model
W weekend zostawiliśmy Tymcia pierwszy raz z dziadkami na tak długo. Razem ze Śmiesznym Panem zapakowaliśmy rozmaitym towarem samochód - dla niepoznaki na zamojskich numerach - i pojechaliśmy do Warszawy na akcję “Przetwory”. Czyli zabawić się w sklepową i sklepowego. Musieliśmy się wrócić po przejechaniu 50 km, bo zapomnieliśmy jednego z produktów a mianowicie “Bloku czekoladopodobnego. 0% czekolady”. Pokłóciliśmy się strasznie, kto miał o tym pamiętać, już miałam nie jechać.
Na miejscu gorąca atmosfera targu/warsztatów krawieckich/meblarskich itp. Handel panie!
Oto nasze stoisko:
i asortyment:
Tak to wyglądało z dalszej perspektywy (w środku - choinka zastępcza made by bezaprojekt):
Zwycięski projekt - roboty:
A oto tłumek dzieci przy stoisku naszej sąsiadki Mirelli von Chrupek. Kalejdoskopy i naszyjniki biły rekordy popularności!
Tymcio rozłąkę przeżył, my też jakoś daliśmy radę!
Jak ktoś dzisiaj nie ma co robić wieczorem a jeszcze zdąży przeczytać ten wpis hehe, to zapraszam do Wytwórni na Łąkowej. Będę się produkować wraz z Kliniką Pozytywnych Wibracji od godz 21:00.
Potem na scenie Novika i AudioDealers. Więcej szczegółów na stronie: http://przestrzenmuzyki.pl/.
Muszę jeszcze jakąś kreację wynaleźć na wieczór. Bo wiecie jak to jest, cała szafa ciuchów, a nie ma co na grzbiet założyć.
Narta
Dzieci zjechały na wioskę. Tym razem nie było Szoguna czyli Hani, bo pojechała na Mikołajki do babci.
Dojechali Jaś i Szymek wraz z szanownymi rodzicami. Było wesoło, tylko gospodyni dała plamę, bo łeb ją rozbolał i była pół wieczoru zielona. Jaś szalał już od progu, tym razem nie całował Tymcia, ale obejmował Szymka a raczej pomagał sobie na nim wstawać.
Szymek przyjechał rozespany więc chwilę mu zajęło, zanim się zaaklimatyzował. Później było już OK i wszyscy brykali po chałupie.