Franek w weekend odwiedził kolegę Igora. Igor w wieku Tymciuli. Zabawa zaczęła się od razu bez tzw okresu oswajania i przyzwyczajania. Najlepszą zabawą okazało się rysowanie kredą po kostce. Polecamy. Kreda zajmuje dzieci na co najmniej 15 min. A to bardzo dużo.
Igor jak każde dziecko, ma swoje przyzwyczajenia. Podczas zasypiania musi miętosić i wykręcać palce u ręki swojej mamie Aurelii. Jeśli mu się zdarzy obudzić w nocy, szuka ręki i wykręca.
Franek potrzebuje pieluchy tetrowej do wymachiwania i miętolenia. Tymcio potrzebuje kawałka ciała któregoś z rodziców. Piotrek do niedawna zakrywał sobie głowę pieluchą.
A propos pieluch, zaczynamy akcję ‘koniec pieluch, nastaje era majtek’. Pogoda sprzyja. Franek raczej nie sprzyja. Ale jak to mówi Mania: ‘Agnieszka, oddychaj’. I jak to ja mówię: ‘Cierpliwości, cierpliwości, oddychaj, oddychaj, jedin, dwa…’
Franek na większość zadawanych pytań odpowiada ‘nie’ albo ‘chiba nieeee’. Istnieje jednak pewna liczba pytań na które odpowiedź zawsze brzmi: ‘oj, chiba tak’:
Franek, chcesz butelkę?
Franek, jedziemy na wycieczkę?
Jedziemy pobawić się z dziećmi?
Tańczymy?
Zjesz brokuły?
Zjesz lody?
Zjesz bułę?
Chcesz obejrzeć bajkę o traktorze?
I jeszcze parę innych dotyczących wyjazdów, zabaw lub produktów żywnościowych w postaci buły, parówki, arbuza, paluszków, kiwi, jabłka itd.
Kolejne zdanie złożone: ‘Mama umi cytać, a Diba umi cytać nie.’
Franek ma powodzenie u dziewczyn. Najpierw Blanka rozpinała mu bluzę w piaskownicy i głaskała po kolanie. Ostatnio Lemony wkładała mu kwiaty za kołnierz.
Mieszkamy, mieszkamy. Pierwszy tydzień dość ciężki, bo Franczesko był mocno skonfundowany zaistniałą sytuacją życiowo-mieszkaniową. Teraz jest już git. Wrócił do swojego typowego rutynowego rozkładu dnia i odnalazł się w nowym domu. A rutynę to Franek jednak uwielbia. Jak zje i pośpi i pobawi się w określonym porach, to od razu lepiej. Niestety taka miłość do rutyny nie zawsze jest dobra. Na przykład:
1. butelkę je tylko jak ma zdjęte skarpety i pieluchę w ręku i tylko w określonych miejscach
2. w domu nie chodzi się w bluzach, żeby nie wiem jak bardzo było zimno
3. na dworze trzeba mieć czapkę, nawet jeśli nie ma ani słońca ani wiatru
4. zupę jak tylko nalewam, krzyczy głośno ‘lala, lala’ (czyli ‘mama, włącz bajkę)
Pierwsze spostrzeżenia z mieszkania na wsi:
1. trzeba mieć zawsze gotówkę, karta nie działa
2. jest fajnie cicho i zielono
3. z każdym napotkanym człowiekiem trzeba pogadać
4. z panią w sklepie też trzeba pogadać (dotyczy również Nowosolnej)
5. główne atrakcje: wycieczki do Brzezin, na rynek do Strykowa, na jagody do lasu, na grzyby, na górkę, do lasu, na łąkę
6. Internet działa. Najlepiej jak się wystawi komputer za okno. Ale działa, działa.
7. w poniedziałek lepiej nic nie załatwiać, bo
1. fryzjer ma wolne
2. mięsa nie ma
3. jak chce się załatwić Internet, to się zapomina papierów
4. jak się chce załatwić wypis z księgi, to się zapomina nr
5. sklep z listewkami czynny tylko do 12
6. klucze od samochodu i domu są nie w tych miejscach co trzeba
Ogólnie rzecz ujmując, zmiana zdecydowanie na plus. Zwłaszcza sąsiedzi nam się udali.
Czy ktoś wie jak oduczyć od pieluch? Bo Franek mówi, że majtek to on nie będzie nosił, że tata i mama noszą a on nie lubi i chce pieluchę. Próby już były, ale nieudane. Dwie godziny bez pieluchy i trzy zmiany odzienia.
- w weekend BożoCiałowy zjechała się caaaała rodzina i wspólnymi siłami postawiła płot! Garnki wiszą już na płocie, koszule będziemy drzeć wkrótce.
- razem ze Śmiesznym Tatą wybralim się do stolycy na koncert w ramach świętowania mojej 30 rocznicy. Koncert był fenomenalny. To się nazywa koncert! To się nazywa show! To się nazywa muzyka na żywo! MATHEW HERBERT BIG BAND z fantastycznie śpiewającą, filigranową inaczej-Eską Mtungwazi. Zdjęcia tutaj
Z ciekawostek to Śmieszny Tato bał się, że na Zamek Królewski w W-wie nie trafi bez gie pe esa.
- Miniony weekend był rozrywkowo-krajoznawczy. W Wielkopolskę ruszyliśmy w składzie: ja, Tymą, Śmieszny Ojciec. Trasa: Lednica, Dziekanowice (skanseny), Gniezno, Poznań (Ikea, Księgaręka w Spocie, Stary Rynek). Dochodzimy do wniosku, że dla mieszkańca Łodzi Poznań to jest obca planeta. Żałujemy, że nie studiowaliśmy w Poznaniu.
- Mamy sąsiadów! Dibski, Aga i Babak (Bartek). Diba trochę nieswój z powodu rewolucji życiowej w postaci przeprowadzki, ale przyzwyczaja się stopniowo
- Poza tym: są już jagody w lesie w drodze do Brzezin, na rynku w Strykowie można zobaczyć żywe króliki i kury, a Tymcio śpiewa: “bola bola bolalala” - najlepiej wychodzi mu piano (szeptem)
Franek ma dwa lata. Impreza urodzinowa w nowym miejscu zamieszkania. Udana bardzo. Goście dopisali. Pogoda dopisała. Towarzystwo zadowolone.
Najpierw odbył się uroczysty obiad. (acha, a jeszcze wcześniej procesja) Potem odbyło się wręczanie prezentów i składanie życzeń zacnemu jubilatowi, który był lekko zawstydzony ale jednocześnie zadowolony z całego zamieszania wokół jego osoby:
Całą zaistniałą sytuację należało odreagować na pięterku:
Potem był tort. Właściwie były dwa torty (autorstwa Cioci Heni zdecydowanie wygrał pod każdym względem)
Następnie wszyscy goście udali się na spacer po okolicy. Franczesko spacerował w kaloszach:
Piotrek spacerował w kaloszach i Tymcio, którego nie udało się uwiecznić na zdjęciu, gdyż Tymcio jak widzi kałuże to wpada w zachwyt przeradzający się w dziki szał. Dziki szał kończy się mokrymi gaciami i mokrymi butami.
Spacer zakończył się tak:
W pewnym momencie Franula postanowił pójść na całość i usiąść w środku kałuży.