Obiecanki- cacanki. Miały być codziennie relacje na żywo z wycieczki poślubnej na Kaszuby, a tu niestety w zajeździe Sobótka mieli problemy z siecią - po burzy. A miało być tak pięknie.. eeech, no ale odpoczęliśmy od komputerów przynajmniej.
Dobra, pierwsza relacja, tak troche chaotycznie niestety:
Motyw najważniejszy - Kaszubskie hafty :


niedziela 22 lipca:
Wdzydze Kiszewskie: skansen
Kaszubskie wiejskie chaty i dworki z okresu od XVII do połowy XX w. Podpatrywaliśmy, co można by było przenieść do naszego domu, jak umeblować, jakie firanki wieszać, jaki płot stawiać itp.
Było na co popatrzeć:



- obowiązkowo drewniane okiennice
- płócienne firanki
- drewniane płoty
- belki pod sufitem
- makatki w stylu “Chroń mnie dobry Boże, gdy się spać położę”
Maciej L. ( dziecko 5 -letnie wskazało na niego palcem - “Tata, tata, ale śmieszny pan” i od dzisiaj mówię na niego śmieszny pan) chodził na szczudłach:

a na zakończenie wycieczki jedliśmy ruchanki:

Kto zgadnie, co to?
jutro c.d.
lipiec 29th, 2007 at 9:18 po południu
To ja napiszę trochę o Justyni. Będąc na spacerze wieczornym Pan Pewien sprowadzał krowy z pastwiska. Justyna tak się krowy przestraszyła, że wskoczyła w krzaki. Nie był to zwykły skok, tylko taki obunóż razem. Taki typowy kreskówkowy HOP.
Jadąc do Gdańska Justyna była pilotką i miała mnie kierować na centrum. Jedziemy, jedziemy, nagle justyna czyta tablice i mówi: “w prawo skręcamy, prosto jest Centers (słownie: senters)”. Na tablicy natomiast było napisane: Cmentarz.
lipiec 29th, 2007 at 9:20 po południu
ojoj, śmieszny pan pojechał troszeczke, ja miałam w Gdańsku spadek formy po prostu, jakieś zaćmienie umysłu
a śmieszny pan, to do czwartku 27 lipca myślał, że iberystyka, to coś związanego z Syberią
hahaha
lipiec 29th, 2007 at 9:22 po południu
aaaha, no i w dalszym ciągu nie rozumie słowa “ambiwalentny”, prawda?
lipiec 29th, 2007 at 9:22 po południu
Aha i Justyna zapomniała prawa jazdy zabrać. Zorientowała się jak już przejechała pół Polski, więc mistrzem kierownicy zostać musiałem Ja. Ponoć prawko było “w innej torbie”, która została w domu. Jak się okazało przed chwilą “inna torba” jednak była razem z nami w podróży. Ale co tam. Wyszło mi na dobre prowadzenie auta. Już nie boję się cofać pod górkę w przypadku gdy przed sobą mam przeszkodę. Ruszam teraz z ręcznego i już się nie stresuję przy wrzucaniu piątki.
lipiec 30th, 2007 at 3:14 po południu
ale się uśmiałam:)