Poniedziałek 23 lipca:
Zwiedzamy w Chmielnie Muzeum Ceramiki Neclów - już dziesiąte pokolenie ręcznie tworzy wazoniki, kubki i inne ceramiczne cuda. Można na własne oczy zobaczyć, jak powstają te wszystkie naczynia i jakiej precyzji potrzeba żeby ulepić niemal identyczne dzbanki, pomimo tego, że nie korzysta się z żadnej formy czy szablonu. Wystarczy nazywać się Necel i uczyć się fachu około 3 lat.



Potem jedziemy przez wioski, pola i lasy nad jezioro Kamienne - tam czeka na nas diabelski kamień - podobno diabeł nadal siedzi w środku. Śmieszny Pan się jednak nie bał i wdrapał na demona:

..a ja - mały rumuński chłopiec - siedziałam nieopodal:

i było tak pięknie:

tylko w lesie mnóstwo mrówek, więc o amorach na leśnej ściółce można było zapomnieć, hehe.
W lesie spotykamy dwoje tubylców - pan rolnik bez zębów z dwiema piłami przytroczonymi do roweru i jego żona rolna. Pozdrawiamy ich i pytamy o drogę do bunkrów. Okazuje się po paru”jo, jo, jo, jo”, że bunkry daleko i ja ciężarna raczej nie dam rady. Para autochtonów wydziela taki specyficzny wiejski zapach - trochę pola, trochę wiatru i skóry - już dawno nikt tak mi nie pachniał.
lipiec 30th, 2007 at 10:05 po południu
świetnie, wspaniale, już chętnie sama bym się tam wybrała.
a teraz niespodzianka, ktosik cosik przyjeżdża do 3ciego miasta w rankingu liczby ludności i to już niedługo, jak tylko wokół zburzonego muru najpierw pochodzi.
więc do rychłego rande-wu!
lipiec 31st, 2007 at 8:37 przed południem
a kiedy dokladnie?
lipiec 31st, 2007 at 2:06 po południu
w czwartek do Berlina i na poczatku nastepnego tygodnia jakos zrobie niespodzianke rodzince i zjawie sie w Lodzi, chetnie sie spotkam z Power Mother!
i… nie tylko