Ostatnio spacery staly sie troche ucieczka od cioc ‘dobra rada’. Czyli sasiadek, ktore za kazdym razem jak mnie dorwa, daja mi dobre rady.
Pani Lordzikowa na ten przyklad opieprzyla mnie ostatnio, ze zalozylam dziecku czapeczke z domieszka anilany. “Prosze pani, bedzie uczulenie mial! Trzeba czapeczki batystowe! Ja swoim wnuczkom tylko czapeczki batystowe!”
Pani W. jak tylko mnie widzi leci szybko, zeby ocenic czy dobrze Franka ubralam, czy aby nie za cieplo, bo przegrzewac nie wolno.
Panie w sklepach na widok Franka w chuscie musza wyrazic obawe, czy mu aby wygodnie. Niewazne, ze od zarania dziejow matki dzieci nosza w chustkach, ja pewnie zle go nosze, no i czy aby na kregoslup to dobrze…
Oczywiscie kazda ciocia “dobra rada” chce dotknac malenkiej raczki. Ale ja jestem szybka i zaraz mowie, ze nie wolno, bo nie byl szczepiony (co jest klamstwem)
Co za kobity!
lipiec 31st, 2007 at 11:13 przed południem
bo troska o dobro i zdrowie dziecka jest sprawa całego narodu!
sierpień 7th, 2007 at 4:51 po południu
Ej, bo ja tak se czytam, a sie nie znam - jak wprawne oko pani sasiadki odroznia batyst od domieszki anilany?
sierpień 7th, 2007 at 8:37 po południu
dla mnie to jedno i to samo, jestem analfabetka materiałową