Mam przypięty worek silikonowy do brzucha, który wbija mi się w mostek. W tym worku mieszka Tymek i wariuje. Próbuje go rozciągnąć we wszystkie strony, żeby mieć więcej miejsca. Najbardziej lubi to robić w nocy. Wypycha jakieś kolanko czy pupę i chyba bardzo chce przerwać moje powłoki skórne.
Chodzę jak staruszka, poooowooooli, na schodach zatrzymuję się co półpiętro. Męczę się chodzeniem, siedzeniem, staniem, leżeniem w jednej pozycji przez dłuższy czas.
Jestem wyłączona z przeprowadzki, Śmieszny Pan wszystko pakuje i dźwiga, a ja tylko patrzę jak mieszkanie pustoszeje a nasze bambetle (kiedy my to wszystko zgromadziliśmy?) rosną na kukuczkowym poddaszu. Wracamy do mojego panieńskiego pokoju. For the time being.