Juz po szpitalu, szanowni czytelnicy. Okazuje sie, ze byl to tzw. wstrzas hipowolemiczny, ktory na cale szczescie przeszlam juz w szpitalu w gabinecie zabiegowym w towarzystwie dwoch lekarzy i paru pielegniarek. Pare pelnych strzykawek w zyle, zastrzyk w tylek, pare kroplowek i po strachu. Potem jeszcze dwa dni z lekami i kroplowkami i prawie doszlam do siebie. Nie polecam.
Jesli wzywacie lekarza do domu i on po dwoch dniach biegunki mowi, zeby czekac az lek zadziala, to znaczy, ze ma, za przeproszeniem, nasrane w glowie i chce was wykonczyc. Moje resztki intuicji zadzialaly i go nie posluchalam. Szpital i po sprawie.
Po dwoch dniach nieobecnosci wydaje mi sie, ze Franciszek urosl jakies pol metra i przytyl ze trzy kilo. Bartlomiej za to chyba ze trzy kilo schudl od wstawania w nocy i opiekowania sie Frankiem.
sierpień 28th, 2007 at 6:20 przed południem
dobrze ze juz w domu i tak sie to wszystko skonczylo