Dzisiaj wieczorem odbyło się małe preludium do porodu.
Brzuch bolał, ruszać się trudno, oddycham jak połamana, “w brzuch”. Śmieszny Pan kończy plakat, ale się lekko niepokoi, czy zdąży hyhy. Ja się nie orientuję, kiedy skurcz się zaczyna a kiedy kończy, wydaje mi się, że trwa non stop parę godzin. Wiem, że to niemożliwe.
Najwygodniej mi jak siedzę.
Mała konsternacja, jedziemy do szpitala, czy nie?
Śmieszny Pan szykuje mi majty i spodnie i sam się ubiera, ale postanawiamy, że trochę jeszcze poczekamy i zobaczymy, jak się będzie rozwijać akcja.
Brzuch się uspokaja koło 1.00, rozluźnia i zasypia. Ja też.
październik 3rd, 2007 at 9:00 przed południem
i jak tam Tymek? poczeka jeszcze troszke czy chce wyjsc wczesniej?:)))
październik 3rd, 2007 at 9:10 przed południem
teraz spokojnie, trochę wyluzował chłopak
październik 3rd, 2007 at 10:44 przed południem
Ojejku, trzymaj sie Justka.
Bardzo mi sie podoba, jak piszesz o brzuchu, jakby to byla osobna istota. Brzuch poszedl spac, ja tez:)))
październik 3rd, 2007 at 11:00 przed południem
Justa, trzymam kciuki. Pamiętaj: oddychaj ;-)) !
październik 3rd, 2007 at 3:44 po południu
i przyyyyj!!!
tez pamietaj!
październik 3rd, 2007 at 9:54 po południu
powodzenia! i zeby poszlo jak po masle
trzymam kciuki!