Dzisiaj lecimy z naszymi chlopakami na usg stawow biodrowych do osiedlowej poradni na 14. Wiec ja z Frankiem rano lece na Kukuczki, gdzie czeka Justa z Tymonem i samochod gotowy do drogi. Przed 14 chlopaki ubrane, zapakowane w foteliki samochodowe i juz wychodzimy. I wtedy sie zaczyna. okazuje sie, ze nie mamy pilota do bramy i nie wyjedziemy samochodem. Wiec w tyl zwrot, Tymon do gondoli i lecimy na piechote. 15 minut, jestesmy na miejscu. Ludzi mnostwo, dzieciaki malutkie fajne. Tymon juz prawie glodny, Franek tez. To ja lece do siebie nakarmic Franka i wrocic na badanie, bo oczywiscie nie przypuszczalam, ze tak dlugo to zejdzie. Justa zostaje i karmi glodomora. Glodomor ulewa na podloge.
Po nakarmieniu Franka, ide do poradni. Justa dzwoni, ze juz prawie, wiec lece. Wpadam do poradni, cala zgrzana, cegla na twarzy. Jeszcze chwile czekamy, Tymon znowu glodny, wiec wchodzi pierwszy. Franek nastepny. Lekarz mowi do niego pipipipi i Franek wpada w szal. Boi sie lekarza, drze sie niemozliwie, nie lubi, jak obce osoby smyraja go po policzku i mowia pipipipi albo titititiiti. Zdejmujemy mu pieluche a tam wielka kupa ogromna, wiec jeszcze przewijanie i jeszcze raz trauma z lekarzem. Tymkowi smoczek spada na podloge, troche sie wkurza. Jeszcze jedno karmienie Tymka. Wreszcie ubieramy chlopakow, ladujemy w wozki i lecimy do domu. Stawy biodrowe obu panow w porzadku.
Moral z tej historii: zawsze zawsze jak sie wychodzi z dzieckiem, trzeba miec ze soba pieluchy, akcesoria do przewijania, picie, jedzenie, dwa smoczki albo nawet trzy, mate do przewijania, ze dwie zmiany ubranek, pieluchy tetrowe.
Strasznie sie zmeczylam ta wycieczka. Reszta wycieczki zapewne tez.
Jeszcze fajne zdjecie Franuli zadowolonego (bo golego):
listopad 23rd, 2007 at 9:15 po południu
i jeszcze trzeba mieć pilota do bramy!
listopad 24th, 2007 at 8:46 po południu
Franula fajny ze swoja brand new miną. A wycieczka byla rzeczywiscie wyczerpująca i dla dzieci i dla mam.