Dzień dobry. To ja Śmieszno Tato. Ostatnio się tyle działo, że nie wiedziałem w co, za przeproszeniem, ręce włożyć. Obecnie obrobiłem się conieco i mogę podsumować ubiegły czas.
W uprzednią niedzielę miałem 17 urodziny. Tymcio zrobił mi super prezent, narysował laurkę.

Justynka z kolei tak się przejęła tym świętem, że dostała gorączki ponad 39,1. Później przyjechał doktor dziad i powiedział, że to grypa, ale ja nie za bardzo w to wierzę. Jestem przekonany, że to z przejęcia i ekscytacji urodzinami.
Już nawet nie mam siły opowiadać całej tej lekarskiej przygody z Szanowną Małżonką. Nadmienię tylko tyle, że od niedzieli do czwartku (to będzie 5 dni) konsultacji (przez telefon i na żywo) udzieliło Justynie 9 (słownie dziewięciu) lekarzy. W skrócie - o kant dupy potłuc całą służbę zdrowia. Po konsultacjach wyłoniły się dwie całkowicie sprzeczne teorie, w 9 różnych konfiguracjach. Czyli każdy lekarz powiedział dokładnie co innego. Przytoczę teorie:
Teorie odnośnie karmienia podczas gorączki:
1. Odstawić dziecko od piersi, antybiotyk z grupy penicilin
2. W żadnym wypadku nie odstawiać, antybiotyk z grupy penicilin
3. Karmić i brać polopirynę
4. Karmić, ale w żadnym wypadku nie brać polopiryny
Teorie w wypadku zastoju pokarmu w cycku:
1. Rozgrzewać przed karmieniem i masować, aby pobudzić laktację, a po karmieniu ochładzać okładami z zimnej kapusty
2. W żadnym wypadku nie masować i nie rozgrzewać, aby więcej mleka się nie produkowało.
3. Nic nie robić i czekać.
4. Okłady z altacetu na cycki (chociaż na ulotce jest napisane, że nie wolno bo przenika do mleka)
4*4=16. A więc jeszcze 7 lekarzy może się wypowiedzieć zupełnie odmiennie niż dotychczasowi, aby mieć komplet różnych konsultacji. Głupim faktem jest to, że jak zadzwonisz do poradni laktacyjnej w Łodzi na ul. Pabianickiej to będą mieli teorię X, a poradnia laktacyjna na Piotrkowskiej ma całkowicie odmienną teorię Y. DZIADOSTWO i jeszcze raz DZIADOSTWO.
Jako, że Justyna leżała parę dni obłożnie chora, to zajmowałem się synkiem na pełnych obrotach JA. Nie powiem, utyrałem się po pachy. Najgorzej było w niedzielę, o 19 byłem już tak wyczerpany, że poszedłem spać w pełnym ubraniu. Naprawdę podziwiam kobiety zajmujące się dziećmi dzień cały. Tymek parę dni spał ze mną w łóżku, abym nie musiał sięgać do łóżeczka. Z Tymkiem się śpi dobrze, jeśli chodzi o sam komfort spania to nawet lepiej niż z Justyną. Bo Tymek mi nie każe umyć zębów, zdjąć skarpetek, wysmarkać się, nie dłubać w nosie, zdjąć bluzy do spania. Uff, no nie powiem spało się dobrze.
Tymcio parę dni jadł jadło z butli. Już za pierwszym razem mu posmakowało, a jak wybąblował całą butlę to pobił swój rekord ciągłego spania - 5 i pół godziny. Ołłłł jeeea. Wtedy to się wyspałem. Jednak nie ma tego dobrego co by na złe nie wyszło (albo odwrotnie): to mleko modyfikowane strasznie śmierdzi takim ostrym bąkiem. Więc, jak się Tymkowi odbiło po jedzeniu to musiałem od razu nos zatykać. Już nie mówię o Tymkowych bąkach, które głośnością dorównują bąkom starego dziada. I tutaj taki mały “tips and tricks” dla niezdecydowanych co do zajścia w ciążę: dzieciaki ogólnie głośno bąki puszczają, więc nie ma co się krępować w towarzystwie, wszystko zwali się na dziecko.
Aha, jeszcze o służbie zdrowia. Mieliśmy numer telefonu od położnej do Medax’u - usługi medyczne. Jakby coś się działo w godzinach kiedy przychodnia nie działa to mieliśmy właśnie tam dzwonić. Więc dzwonię i mówię, że jest taka i taka sytuacja, że gorączka powyżej 39 itp. Pani w Medaxie mówi, że nie przyjadą, bo to pewnie zastój w cycku i mówi co mamy robić. No dobra. Ale jednak jej nie uwierzyliśmy więc dzwonimy na pogotowie niech przyjadą. Pogotowie pyta co i jak i mówi, że nie przyjedzie i podają numer tel do “pomocy doraźnej”, która przyjedzie. Zapisuję numer tel. I co się okazuje??? Że to właśnie numer do Medaxu. Huh. No to dzwonię do Medaxu i zmienionym głosem zamawiam wizytę. W końcu przyjechali.
Wracając do Tymka. Jako, że Justyna leżała w łóżku to dostałem zadanie: jedź z Tymkiem na szczepienie. Już od samego rana bolał mnie brzuch ze stresu i się bałem, że sobie nie poradzę, bo co zrobię jak zrobi kupsko w przychodni, czy się rozryczy z głodu. No, ale jakoś się udało. Zawiózł nas Sławek vel Kaktus. Tymek był grzeczny. Od razu w przychodni nawiązałem rozmowę z jakąś dziewczyną co to ze swoją pociechą przyszła. Rozmowa klasyczna: a ile ma, a czy karmiony cyckiem, a jak długo śpi w nocy, a czy ma kolki, a czy to, a czy tamto. Marcin kolega mówi, że jak ojciec idzie z wózkiem to zawsze jakieś laski się napatoczą chętne do rozmowy. No to kolejny tips dla niezdecydowanych co do zaciążenia.
T ymko ma skazę białkową, więc cały jest w kropeczkach i trzeba go smarować maścią śmierdzącą specjalnie robioną w aptece. Podejrzewam, że skład to skrzydło nietoperza, włos spod pachy osła, oko ropuchy i jeszcze parę składników, których nie potrafię rozpoznać. Justyna zatem nie może zbyt wiele jeść.
Łożesz w mordę, jeszcze bym trochę popisał, ale na podglądzie zobaczyłem ile już nabazgrałem i się przeraziłem. I tak nikt nie przeczyta tego wpisku na tym blogasku. A jak ktoś przeczyta to niech komentek zostawi. Bajo.
listopad 24th, 2007 at 3:20 po południu
zazdroszcze
listopad 24th, 2007 at 3:38 po południu
ciężkie jest życie młodego taty…
listopad 24th, 2007 at 3:46 po południu
przeczytałam w całości, ciekawy ten dziennik taty, nie powiem
listopad 24th, 2007 at 8:09 po południu
ja też w całości, ciekawy, ciekawy wpis
spóźnione wszystkiego najlepszego Dzielny Tato
a Pola też miała maść ze skrzydła nietoperza, włosa spod pachy osła, i oka ropuchy, hehhee
listopad 26th, 2007 at 11:02 przed południem
Zostawiam komentarzyk, bo przeczytalam w calosci smiejac sie serdecznie. Szacuneczek dla Smiesznego Taty, a tym bardziej dla Justy.
listopad 27th, 2007 at 12:59 przed południem
Post pierwsza klasa, zresztą podobnie jak i rodzice… Szacunek dla Smiesznego Taty za trud w ostatnich dniach i zyczenia powrotu do zdrowia dla Justyny
grudzień 18th, 2007 at 2:44 po południu
przeczytałam