Tymcio został właśnie małym podróżnikiem. W niedzielę odbył swoją pierwszą najdłuższą podróż w życiu - 360 km do Zamościa.Do Radomia chłop spał jak suseł.
Przed Piotrkowem Śmieszny Tato obraził się na mnie, że go zmyliłam i kazałam mu jechać na Piotrków inną drogą (tak prowadziły znaki), a on by sobie jeszcze kawałek pojechał autostradą. Za Piotrkowem mu przeszło, ale komentował jeszcze przez jakiś czas, normalnie nie mógł mi tego darować. Aż musiałam zastosować znany manewr - też się obraziłam, żeby to on mnie przepraszał.
Za Radomiem Tymko otworzył oko i trzeba było zrobić przystanek. Zatrzymaliśmy się w karczmie Baba Jaga. Tymcio zaintrygowany nowym otoczeniem powiedział z wrażenia: “dadada”. Wszystkie kelnerki (nawiasem mówiąc ubrane w super ludowe ubranka) strzelały uśmiechy do Tymcia i dumnego taty, który nosił go po całej knajpie.
Do Zamościa bąbel już czuwał raczej, troszkę tylko drzemnął.
A w Zamościu wielkie przyjęcie u babci Eli i dziadka Marko. Zjechali pradziadkowe nawet, panie, z Mundim- kaleką, co to go trzeba było uwiązać na smyczy, żeby dziecka nie zaczepiał. Tymcio zafascynowany nowym miejscem, tyle nowości, tyle ludzi i każdy chce go nosić - to jest to!!!
Jeszcze mu się bardzo ogienek podoba w kominku.
A dziadek Marko tylko powtarza wszystkim, że jego wnuk najpiękniejszy i najmądrzejszy.
Tymek zadowolony jak nie wiem co.
A morał z tej historii taki, że nasze dziecko wielkim podróżnikiem będzie i już!
marzec 19th, 2008 at 7:37 przed południem
pozdrowienia dla Zamoscia
marzec 19th, 2008 at 11:21 przed południem
no to pięknie
to jeszcze fotki z Zamościa musza być! 