Idziemy sobie na spacerek w dwa wózki. Franek spokojnie sobie siedzi i ogląda świat dokoła. Tymon rozgląda się za drzewami. W pewnym momencie Franek przechyla się do przodu i łapie za kółko wózka. Tylko nasza super szybka interwencja (wokalna Justy i moja ręczna) uratowały Franka. Wypadłby z wózka jak nic. Mnie się słabo zrobiło ale na Franku nie zrobiło to żadnego wrażenia.
Dzieci są nieprzewidywalne, trzeba je przypinać zawsze i wszędzie i pilnować non stop i z oka nie spuszczać, bo niby takie spokojniutkie i nic nie potrafią a tu chwila moment i wózka chcą wyskoczyć.