W końcu znalazlam chwilę żeby napisać słów parę.Ostatni tydzień upłynął pod znakiem chorobowym. Choroba zaczęła się od Sławka B. vel Kaktus, który przyniósł wirusa nieznanego pochodzenia do domu i leczył się śledziami z czosnkiem. Terapia nie odniosła oczekiwanego sukcesu i cherla do dzisiaj.
W weekend przeszło na mnie i Śmiesznego Tatę, a ściślej mówiąc na nasze szanowne nosy. Później na gardła, później na nos Tymka, a potem już było coraz gorzej. Szkoda gadać, wszyscy jesteśmy obecnie na antybiotykach, a noce z chorym niemowlakiem nie należą do najłatwiejszych. Tymkowski męczy się okrutnie, kaszle i w nosie mu bulgocze.
No ale miało być o osie.
A więc, wieczorem wchodzimy do łazienki celem wykąpania potomka, a tu nagle czuję coś pod stopą, najpierw myślę, nadepnęłam na jakiś paproszek, a potem jak mnie nie zaboli. Ukłuła mnie cholera. Krzyczę, wierzgam nogą, spawdzam, a tam wieeeelki oso-szerszeń. Lecę na dół, żeby mnie ratowali.Wpadam do pokoju ” Użądliła mnie wieeelka osa!!!!” Płaczę, bo boli jak cholera ciężka. A tam Sławek i Marek (tata i teść) siedzą na kanapie, piwko i nic.. Zero reakcji. Płaczę głośniej ” Użądliła mnie wieeeelka osa!!!!!!!!!”
Nooo, w końcu, wstają (niechętnie) i każą zdejmować skarpetę. Później dostaję cebulę na okład i tyle.
A po pół godzinie jak sobie przypomnę moją panikę, to śmiać mi się chce, chyba gorszego szału dostałam kiedyś na drugi dzień po fryzjerze, jak umyłam misternie ułożoną fryzurę i zobaczyłam się w lustrze. Tupałam i krzyczałam do Śmiesznego Taty, który nie był wtedy jeszcze tatą ” Oddawaj mi moje włosy!!!” Hyhy. Wstyd
kwiecień 25th, 2008 at 11:11 po południu
tak, ten moment kiedy Justyna tupała i krzyczała i ryczała bo się jej fryzura źle ułożyła był dla mnie szokujący co nie miara. zrozumiałem wtedy, że w Justynie drzemią niezbadane pokłady tajemnic, które będę odkrywał do końca życia. no, ale w szoku byłem.
kwiecień 28th, 2008 at 10:48 przed południem
Coz za znieczulica u tych na kanapie! Ja Cie Justa rozumiem, i z osa, i z wlosami.