Ostatnio tak nas wzięło na przypominanie sobie nawyków żywieniowych z dzieciństwa. Ze mnie była niezła pyza, wcinałam równo i z tego wszystkiego późno stanęłam na nogi. Mama mówi, że lubiła mnie karmić, bo tak ładnie jadłam hehe.
Agnieszka za to była niejadkiem i chudzielcem, i rodzice musieli nieźle pajacować, żeby Adzia cokolwiek zjadła. Zresztą zostawia na talerzu do dzisiaj, aż muszę jej mówić, że dzieci w Afryce głodują. A Bartek, żeby “jadła jak człowiek”
Ona mi za to, jak byłyśmy małe mówiła ciągle: ” nie gap się!”. Strasznie mnie to wkurzało, bo ja uwielbiałam się gapić. Najfajniej było się gapić na wczasach, na stołówkach, bo tak: pełno nowych ludzi w zasięgu wzroku, scenki rodzajowe rozgrywają się normalnie co sekunda, żal nie patrzeć. A ona mi ciągle: “nie gap się” i “nie gap się” na przemian z “żarłok” .
A ja rzeczywiście podjeść sobie lubiłam. Kiedyś podobno wracamy z rodzicami z jakiejś imprezy (imieniny jakieś czy coś), wszyscy najedzeni. Mama zarządza: “do łazienki i spać”. A ja na to: “Jak to spać? A kolacia?”
maj 2nd, 2008 at 12:26 po południu
Oj taj, oj tak, gapienie sie bylo super!! Szczegolnie na wczasach zakladowych z rodzicami w tych wielkich jadalniach albo w sali telewizyjnej!!
maj 3rd, 2008 at 6:54 przed południem
o jaaaaaaa
wyszło na to, że byłam fatalną siostrą
muszę to jakoś nadrobić
Justa, od dzisiaj gapimy się razem i jemy ile wlezie!
ja z dzieciństwa wczesnego pamiętam najlepiej traumę pierwszego dnia w przedszkolu. jak rozdzielali do grup. to był dopiero płacz i lament
maj 3rd, 2008 at 8:29 przed południem
e nie fatalna od razu hehe. Tylko mi sie to nie gap tak zakodowalo