Wiekopomna chwila nastapiła wczoraj. Razem ze Śmiesznym Tatą wyszliśmy RAZEM na miasto bez Tymka w godzinach wieczornych. Z okazji koncertu Mitch&Mitch z okazji Fotofestiwalu z okazji przyjazdu Kasi i Szymona
Koncert śmieszny jak nie wiem co. Brygada jak z kreskówki, 5 koleżków - Mitch, Serious Mitch, Homitch, Mitch i jeszcze Mitch hehe. Grają muzykę skoczną i nieco fałszywą, co tylko dodaje jej uroku. Homitch na przykład - perkusista udziela się “wokalnie” w romantycznej balladzie i gra dupą na organkach - dosłownie!. Serious Mitch wygrawa bitwę na solo stopą z drugim Mitchem. Któryś Mitch to wykapany młody Grechuta, główny Mitch wokalista posiada pięęękne bokobrody, a Homitch ma fajny rozlatany wzrok jak bębni. Ogólnie niezły ubaw. Polecam!
Ale dzisiaj już mniej zabawnie się zrobiło, bo Tymko ciągle nie wrócił do formy, brzuszek go boli i dzisiaj nasza pani doktor powiedziała, że to chyba infekcja jakaś. W poniedziałek na badania i bierzemy nifuroksazyd. Fuj