Obiad w stodole, wyprawa Lublinem po umeblowanie, parapetówka na Święto Pieczonego Ziemniaka
Pojechaliśmy po meble na nowy dom. Panowie (Sławek, Marek, Śmieszny Tata) załadowali pełen Lublin mebli, pieców, kafli, lamp itp ze starego bobrowskiego domu i pojechali pyr pyr pyr a w nogi grzało im podczas podróży niemiłosiernie, bo Lubliny tak ponoć mają. Grzeją jak PKP, albo tramwaje.
Mamy zamiar umeblować świeżo pozyskanymi meblami dom skoszewski (najpierw musimy wypędzić z nich korniki) i wprowadzić się na święto pieczonego ziemniaka. Czyli wkrótce. Jak dobrze pójdzie. Jak nam doprowadzą gaz. I jak się nie rozwiedziemy wcześniej z powodu odmiennych gustów i opinii na temat: kolorów ścian, kabiny prysznicowej, kafelków w łazience i innych niezwykleistotnychkwestiibudowlanych.
Tymek pełza na całego – zaiwania jak Szewińska w latach świetności. Ma już całe cztery zęby – szparę na górze będzie miał jak Madonna ale ze 3 razy szerszą. Spodobało mu się robienie trąbki z języka albo stawianie go w poprzek.
Franek odpala Lublina:
i ja tam byłam, herbę i koczkę piłam
Franek – urodzony kierowca, pełne skupienie nad pracą silnika