Sto laaat! Sto laaat niech żyje żyje nam.
Rok temu byłam o tej porze w szoku. Syn u boku a ja w szoku!
Był taki maleńki, baliśmy się go przewijać, ubierać, nie wiedzieliśmy co i jak, pielęgnacja noworodka to był jakiś kosmos - tysiąc pięćset specyfików i zaleceń.
Przez parę tygodni wydawało mi się że nigdy nie będę nosić majtek hehe. I że moje ciało nie wróci nigdy do stanu “przed”, że już nie wyjdę - najpierw ze szpitala, potem z domu.
Rok minął i okazuje się, że wyszłam ze szpitala, z domu też, Tymek urósł i nawet Śmieszny Tato radzi sobie dobrze z zakładaniem Tymuli body przez głowę i przewijaniem najstraszniejszej z najstraszniejszych pieluch.
Tymciowi najlepszego!
P.S. W sobotę zjazd urodzinowy panie jest taka sytuacja- przyjeżdża caaaała zamojsko-wschodnia rodzina. Nawet Funio!
październik 9th, 2008 at 5:49 po południu
no to sto lat sto lat niech żyje żyje nam Tymek zuch….i pozdrowienia dla Funia
październik 13th, 2008 at 12:27 po południu
Zdrowia szczęścia od Krzesnej