Maria-Awaria i przeprowadzamy się
Maria Peszek bezwstydnie wystąpiła w miniony czwartek w Łodzi. Jako Maria-Awaria. Pamiętam jej koncert po pierwszej płycie - ludzi nie było za dużo, teraz sala wypełniona po brzegi. Maryśka najbardziej podobała mi się w piosence-manifeście- ”Ciało” -wskoczyła w pióropusz i z indiańskimi okrzykami wymalowana rytualnie farbą do ciała szalała po scenie. W występach na żywo bardzo pomaga jej warsztat aktorski, umie na sobie skupić uwagę i nie nudzi. Występ jest przemyślany i fajnie się go słucha i ogląda. Koncert udany!
W piątek natomiast Tymula spakował swoje zabawki do walizki po ciotce byłych sąsiadów Śmiesznego Taty z Zamościa, która przyjechała aż ze Szwajcarii ponoć, tzn ta walizka (o ile czegoś nie pokręciłam). Ja spakowałam niezbędne rzeczy w miliard reklamóweczek jak to mam w zwyczaju i wyjechaliśmy rozpocząć nową erę. Erę skoszewską.
Sajgon mamy tam totalny. Chyba będziemy sprzątać aż do gwiazdki. Mebli brak, ale spać jest gdzie, ugotować i umyć się też. Pierwszej nocy śniła mi się jakaś luźna rozmowa w moim środowisku pracy hehe, ale nie umiem sobie przypomnieć szczegółów ani osób, które w niej uczestniczyły.
Dzisiaj natomiast obudziliśmy się z Tymoncjem o wschodzie słońca, który piękny był wielce (w tej różowej poświacie słup wysokiego napięcia prezentuje się naprawdę dostojnie). Tymoncjusz zlany po gaciach i głodny.
A za oknem – tęcza!
gratulacje!
tak to był piękny różowy poranek
miłych snów w nowym domku.
hehe, ja akurat bylam w domu i tez ta tecze widzialam. Od strony Strykow- Wschod. Dobrego pomieszkiwania zycze!