Drugi tydzień. Zapiski z życia na wiosce.
Tymcio eksploruje nowy teren:
- wchodzi i schodzi tyłem po schodach. Na hasło: “nie wolno samemu wchodzić po schodach! Tylko z mamą albo tatą” robi przebiegłą minę i zasuwa dalej.
- uwielbia przewalanki na sofie, która jakimś cudem dojechała na wioskę. Na tej sofie się nie siedzi. Można tylko leżeć. To taki rodzaj kanapy właśnie. Tymek robi niespodziewany rzut na plecki i tarza się po sztruksowym pokryciu. Liczę na to, że sofa wytrzyma chociaż z rok …
- codziennie zalicza przynajmniej jedną awarię, która kończy się płaczem, czerwonością na facjacie i ogólnym skwaszeniem na jakiś czas
- jeśli nie wchodzi właśnie po schodach, nie tarza się po kanapie, to na pewno siedzi na blacie kuchennym przy oknie i majstruje przy zlewie. Jak nic zostanie hydraulikiem
- entuzjastycznie reaguje na zegar, który wybija godziny. Pokazuje na niego palcem “bim, bom!” średnio raz na 5 min. Wtedy trzeba potwierdzić, że tak, to jest zegar, bim bom, tik tak
- przechodzi etap pokazywania wszystkiego paluchem. Wszystko musi być nazwane. Działa to mniej więcej tak:
paluch – “Lampa”
paluch – “Słup”
paluch – “Balon”
paluch – “Samochód”
Śmieszny Pan i ja usiłujemy doprowadzić chałupę do stanu używalności. Jesteśmy lekko podłamani tym, jak szybko zasyfiamy przestrzenie. Dom rodziców zabałaganiliśmy niemiłosiernie w ciągu minionego roku, tak że aż musieliśmy się wyprowadzić. W nowym domu już panuje “lekki” nieład. Czy tą ułomność można jakoś leczyć??
Poza tym mieszka nam się nieźle. Do sklepu jeżdżę z Tymulą do Strykowa – najbliższy samoobsługowy! Ludzi z okna nie widać, samochody nie jeżdżą, czasami samolot przeleci. Bażanty są. I jakiś pieso-kot wyjada resztki z obiadu, które wystawiamy na dwór. Raz zniknęły nawet razem z pojemnikiem. To jakiś inteligentny koto-pies!
co do czerwoności na facjacie, to taki okres awaryjny teraz. ale chwila moment się zakończy
acha, jeszcze mi się coś przypomniało.
Trzeba koniecznie zapamiętać, że Tymula jak zaczął wdrapywać się na kanapę, to pomagał sobie zębami. Zahaczał zębami o narzutę i piął się w górę. Super to wyglądało.
Ha, Strykow rulerz!! Czy chodzicie to tego samoobslugowego przy placu koscielnym, gdzie nie wiadomo ktora kolejka do czego? Ja tam za najlepszy sklep uznaje rzeznika – kolejka na 5 osob zostaje obsluzona w pol godziny, bo trzeba z kazdym pogadac.
u rzeznika jeszcze nie bylam, a samoobslugowy to wlasnie ten, o ktorym piszesz!