Koncertowo

Listopad18

W środę do Polszy zawitała jedyna w swoim rodzaju muzyczna lokomotywa – pani Roisin Murphy. Koncert oczywiście w W-wie, bo Łódź ważniejsze muzyczne atrakcje jak zwykle omijają. Można się podłamać, jak patrzy się na koncertowy rozkład jazdy w listopadzie w stolicy. Codziennie jest na co iść. Niesprawiedliwe. Łódź Europejską Stolicą Kultury, aha! Chyba w 2666.

No ale wracając do koncertu. W stolcu oczywiscie zgubilismy się ze dwa razy w drodze do Areny, ale i tak udalo sie dotrzeć na czas i skonsumować jeszcze pizzę i hot-doga na shellu.

Kobitka pojechała ostro – wizualnie i muzycznie. Na scenie wyposażona w wieszak- przenośną garderobę pełną najróżniejszych fatałaszków. Pojawiła się w stroju pierzastej kulki (czarne krótkie fantastycznie puchate futerko) z białym płaskim talerzem-beretem na głowie, spod którego ledwo ją było widać. Zakończyła we wdzianku w kratę z doszytym jeleniem na plecach.

Zdjęcia z koncertu tutaj  (Infomuzyka) i tutaj również (Fotoamatorszczyzna)

Kondycję wokalną Roisin podsumuję tak: śpiewała fenomenalnie całe dwie godziny. Chwała jej za to.

A w sobotę całe KPW władowało się do busa w godzinach popołudniowych, żeby zagrać w godzinach późnowieczornych w Fabryce Trzciny w ramach I love Łódź.  Dobrze że wyruszyliśmy wcześnie, bo chyba pobiliśmy rekord czasowy na trasie Łódź – W-wa – ponad 6! godzin w busie, który już od początku przesiąknięty był dyskretną nutką skarpety. Oj niezapomniana była ta podróż!

Samo miejsce naprawdę robi wrażenie – sale koncertowe, klubowa, widowiskowa, bary, restauracja. Można się poczuć jak zagranicą.

Nasz występ wzbudził emocje – najbardziej w nas samych oczywiście hehe, bo przerwa na rozłączenie CKOD i podłączenie nas trwała prawie godzinę i większość ludzi wymiotło. Było średnio, czyli jak zwykle :) A to dlatego, że nikomu do roboty się nie chce wziąć! I za mało ćwiczymy, próbujemy itp. Po tej wyprawie poczułam mobilizację do działania.

A teraz siedzę w łóżku i gila mam do pasa, łzy lecą same i dusi mnie kaszel. Tymek mnie zaraził swoim robalem, którego podłapał od Franuli, który zaraził nim również Szanowną Siostrę

I w ogóle to dzisiaj urodziny Śmiesznego Taty. Sto lat niech nam żyje!!!

posted under muzyka

Email will not be published

Website example

Your Comment: