Dwa lata jak w mordę strzelił, że się tak wyrażę
Franek ma dwa lata. Impreza urodzinowa w nowym miejscu zamieszkania. Udana bardzo. Goście dopisali. Pogoda dopisała. Towarzystwo zadowolone.
Najpierw odbył się uroczysty obiad. (acha, a jeszcze wcześniej procesja) Potem odbyło się wręczanie prezentów i składanie życzeń zacnemu jubilatowi, który był lekko zawstydzony ale jednocześnie zadowolony z całego zamieszania wokół jego osoby:
Całą zaistniałą sytuację należało odreagować na pięterku:
Potem był tort. Właściwie były dwa torty (autorstwa Cioci Heni zdecydowanie wygrał pod każdym względem)
Następnie wszyscy goście udali się na spacer po okolicy. Franczesko spacerował w kaloszach:
Piotrek spacerował w kaloszach i Tymcio, którego nie udało się uwiecznić na zdjęciu, gdyż Tymcio jak widzi kałuże to wpada w zachwyt przeradzający się w dziki szał. Dziki szał kończy się mokrymi gaciami i mokrymi butami.
Spacer zakończył się tak:
W pewnym momencie Franula postanowił pójść na całość i usiąść w środku kałuży.
A, jeszcze hasło imprezy: ‘A kapelusik?’
Jeszcze raz 100 lat dla Franuli od sąsiadów
Przylaczam sie do zyczen dla Franuli!