Refleksja w sprawie ojcostwa-macierzyństwa
To ja Justa. Po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że zakorzenione w nas wzory matki i ojca są skostniałe i należy je oddać do lamusa czym prędzej. Mianowicie. Podam przykład z tego tygodnia.
Wszyscyśmy chorzy: Tymek, Mama Adzia, Franek, ja już też. śmieszny tata pracuje non stop, ja wyjeżdżam z domu RAZ i co się dzieje szanowni państwo? Telefon za telefonem, w słuchawce dziecię płacze, a tatko mówi, że on nie jest gotowy na dziecko i że go to przerasta??? i żebym zwijała manatki i mu pomogła, bo on sobie nie radzi.
I tak pomyślałam, że jakoś ciężko mi sobie wyobrazić, żebym ja, czy Szanowna siostra łapały codziennie za telefon i wzywały posiłki, bo wytrzymać cały dzień opiekując się małym dzieckiem jest wysiłkiem ponad miarę. A nie jest to tak, że dzieci przy mamach są słodkie jak aniołki, też dają popalić.
I ojcom trzeba zawsze pomóc, no bo sobie nie poradzą biedactwa, cały dzień.
To tyle. Zeźliło mnie.
KŁAMSTWO KŁAMKŁAMSTWOKŁAMSTWOKŁAMSTWOKŁAMSTWOKŁAMSTWOSTWO KŁAMSTWO KŁAMSTWO. To SĄ POMÓWIENIA
ojojoj Macius sie uniosl
No bo tak żono moja. Nie wiesz jaka była sytuacja, on się źle czuł mocno i cały czas płakał i tylko chciał bajeczki oglądać. Gil do pasa, gorączka, koklusz, boląca pięta…. A jak jest tak źle to kogo woła? Wujka Lolka? Nie, woła mamę !!!
Amen.
Justa jestem z Toba!