Porażka
W piątek po spaniu, zostałąm sama z chłopakami. Tymcio niestety jeszcze rozespany. Franula już wyspany. TataMaciek pojechał, Tymcio w płacz ‘do mamy do mamy’. To ja Tymcia na ręce i tłumaczę i gadam i wymyślam. Franula zdezorientowany, podkówka i też zaczyna płakać. To Tymcio głośniej, bo Franek płacze. No to bajeczka. Siadają usmarkani i oglądają durnego misia paddingtona. Po bajeczce Tymcio się wkurza i uderza Franka. Franek w płacz, Tymek w płacz. To zabieram ich na górę, może tam będzie lepiej. Jest lepiej przez jakieś 2 minuty. Tymula ‘do Jusztinkiiiii!’. Samochodziki nie, książka tak ale przez 2 minuty, klocki nie, układanki nie, kręgle nie, kredki nie, jedzenie nie, picie nie. Może trzeba zostawić na 20 sekund. Nie. To na dwór. Upłakani, opatuleni, na dwór. Spokój. Bawią się, biegają, piszczą. Ale ciemnica, nic nie widać, brama u Lebiedowiczów otwarta, psy jakieś wyją, Szarusia ani śladu. Więc zabieram do domu, bo się boję. Tymek w ryk, płacz przeraźliwy, uderza Franulę, Franula w płacz i siku w majtki. Szukam majtek jednocześnie próbując zadzwonić po posiłki. Noo to może cukiereczka. Tak, pomaga. Cisza, spokój. Za parę minut Tymek wypluwa cukierka: ‘Tidi nie lubi. Do Jusztinkiiiii!’ Jusztinka wchodzi i towarzystwo się uspokaja.
Jakby ktoś chciał swoje dziecko ze mną zostawić na parę godzin, to zapraszam.
no to byl rzeczywiscie ciezki dzien. Dzieki ze w ogole sie podjelas tego zadania.
A ja uważam, że sobie bardzo dobrze poradziłaś. Ja pewnie zamknęłabym się w ubikacji i wysyłała esy o treści: POMOCY!!!
ja tu widze drugie dno: Szarus staje sie niezbedny…