Franek poranny
Franek ma taki zwyczaj, że jak się tylko obudzi, to musi wygłosić jakiś monolog. Z przejęciem i wieloma detalami i wieloma wątkami. Czasami spójny i logiczny. Czasami ‘od czapy’. Oto zdania rozpoczynające owe monologi (zebrane z kilku dni):
- ‘Idziemy na dwór z gołymi nogami? Jak nie założę skarpetów, to piesek pójdzie ze mną i …..’
- ‘Jak będę duży, to będę sam jeździć na wyciągu.’
- ‘Ach, pachnie cudownie tutaj coś.’
- ‘Ej, ej, ej chyba znowu śnił mi się króliczek ten biały.’
Wczoraj po kąpieli Franek nie bardzo chciał się położyć. Monologował o małym zoo. Więc ja mówię: ‘Franek, połóż się już, późno już.’ A Franek na to: ‘Nie mogę, myślę o zebrach i dinozaurach.’
Ostatnio bawimy się w sklep owoce-warzywa. Franek układa towar na ladzie z pudełek i sprzedaje. Wszystko kosztuje 25zł. Jedno jabłko – 25zł, jedna marchewka – 25zł. Ma chłopak głowę do interesów. Jak już wszystko mi sprzeda (a odbywa się to mniej więcej tak: ‘Poproszę dwa jabłka.’ ‘Proszę, ale potrzebujesz jeszcze pomidory i marchewkę i rzodkiewki’. Franek pakuje towar do torebek prezentowych.), to potem wszystko wysypuje z torebek bo jest dostawa. I tak w kółko.