Burzyńska Justyna i Burzyńska Agnieszka

Testy alergiczne

Luty18

Byliśmy na testach alergicznych. Poprzedzający wieczór cały poświęciłam na przygotowanie Franczeska. Cały wieczór robiliśmy ‘na sucho’ testy. Najpierw pieskowi, potem owcy, liskowi i wszystkim innym maskotkom, potem mamie i Frankowi. I tysiąc razy powtórzyłam, że to takie kropelki i że trzeba potem je obserwować i że rano pojedziemy po takie kropelki. Franek się ochoczo zgodził.

Rano oczywiście już zmienił zdanie, bo to będzie bolało, a czy do tej samej pani co wtedy, a czy ona ma igłę itd. Wychodziliśmy z domu jakieś pół godziny. Niestety, musiałam go przekupić obietnicą zakupów w sklepie ogrodniczym (ulubiony sklep Franka). Pojechaliśmy do doktor ‘Monosylaba’ (prawie wogóle się nie odzywa, tylko wypisuje na karteczce co podawać i wręcza karteczkę bez słowa). Doktor podała karteczkę i powiedziała: ‘gabinet obok’, gdzie pielęgniarka zrobiła testy. Dzielny był chłopak jak nie wiem co. Aż trzeba było lekko nakłuć naskórek, żeby te próbki wlazły pod skórę. Łzy po policzkach płynęły ale obyło się bez rozdarcia.

Okazało się, że uczulony na trawy, leszczynę, chomika, żyto. To dlatego nie chciał chleba jeść, a ja myślałam, że to jakieś fanaberie…

‘Monosylaba’ popatrzyła na wyniki, bez słowa komentarza wypisała recepty. Podała mówiąc, że w aptece obok mają promocję i że widzimy się za miesiąc.  Żadnych social skills. Zerowe. Jakieś szkolenie by się przydało.

posted under choroby | No Comments »

My będziemy lekarzyć

Grudzień4

Franek i Tymcio bawili się wczoraj z nami w lekarza. Gabinet był na schodach. Ja i Mama Justynka byłyśmy pacjentkami. Wchodzimy do ‘gabinetu’, Franek sprawdza czy gardło czerwone i trzeba przepisać syrop ‘pułneło’ a Tymcio popija kakao z gustownej filiżanki.

Ja: ‘O, pan doktor kawkę popija…’

Justynka: ‘Chyba na kopertę czeka…’

Tymcio: ‘No chyba!’

Bułgaria=Biegański (taka artystyczna aliteracja)

Sierpień25

Bułgarskie wczasy należy podzielić na dwie części: fajowa i do dupy. A wszystko przez rotawirusa, który zaatakował część wycieczki. Niestety Franula został najbardziej poszkodowany i wylądował bidula w szpitalu. Bułgarscy lekarze napompowali go kroplówkami, żeby mógł dolecieć do Polski i prosto z lotniska zabraliśmy go do Biegańskiego.

Bidula słabiutki taki był, że nawet nie mógł sam usiąść. Teraz już wszystko idzie ku lepszemu. Zaczął jeść i bawić się trochę i nawet z szafki szpitalnej zrobił sobie piekarnik do pieczenia gry w warcaby.

Totalna trauma.

Zapalenie

Lipiec14

Franek powoli, powolutku wychodzi z zapalenia jamy ustnej, które sprawia, że dziecko tylko pije i je mannę, zupki i serki i galaretki i nic więcej. Co godzinę trzeba mu podawać trzy różne leki do smarowania buzi. Oprócz tego trzy razy na dobę podawać antybiotyk. Oprócz tego smarować maścią okolice ust. Oprócz tego podawać lek przeciwbólowy.  Po dwóch dniach Franek miał dosyć. I tak uważam, że ma chłopak cierpliwości sporo.

Jakby tego było mało, powróciła ciemieniucha i trzeba smarować skórę głowy raz dziennie

Są jednak plusy zaistniałej sytuacji – koniec ery fontunia i butelki. Tylko mmm i kubeczek.

Po weselu u Kasi i Tomka (było fajowo!) położyliśmy się około 2. O 4 Franek płacze: ‘Mamo, gdzie ta rozgwiazda na paluszek?!!’ Ja nie mogę znaleźć, udaje mi się go zagadać. Po 15 min sytuacja się powtarza. Po pół godziny to samo. W końcu mam jakiś przebłysk i o 5.20 rano znajduję rozgwiazdę na paluszek u siebie w samochodzie. Franczesko upłakany i zmęczony niemiłosiernie. Mi jest słabo. Zasypiamy. Franek budzi się o 7 i zaczyna się kolejny dzień. haha.

posted under choroby, franek | No Comments »

Zapalenie krtani – odsłona druga

Grudzień15

Franek chory. Znowu zapalenie krtani. W niedzielę w nocy taki kaszel go złapał, że już mieliśmy po pogotowie dzwonić. Ale nawilżacz na full, temperatura w pokoju spadła i się uspokoiło. Noc nieprzespana, cały czas wsłuchiwałam się czy oddech świszczący czy normalny. Bo jak świszczący tzn że może dostać duszności. W takim wypadku należy dziecko zawinąć w kołdrę i wystawić przez okno na mróz.

Całe szczęście, że już lepiej trochę dzięki inhalacjom. Syropy wypluwa, nie chce i już. Pomimo próśb, gróźb, prób karmienia wszelkich zabawek, przytulanek i siebie syropami. Z zaskoczenia nie da rady, z tłumaczeniem nie da rady. Przekupny to Franek nie jest, więc nie ma szans na ‘dostaniesz kawałek czekolady jak wypijesz syrop’.

Niech już lato będzie.

posted under choroby | 9 Comments »
« Older Entries