Tymcio eksploruje nowy teren:
- wchodzi i schodzi tyłem po schodach. Na hasło: “nie wolno samemu wchodzić po schodach! Tylko z mamą albo tatą” robi przebiegłą minę i zasuwa dalej.
- uwielbia przewalanki na sofie, która jakimś cudem dojechała na wioskę. Na tej sofie się nie siedzi. Można tylko leżeć. To taki rodzaj kanapy właśnie. Tymek robi niespodziewany rzut na plecki i tarza się po sztruksowym pokryciu. Liczę na to, że sofa wytrzyma chociaż z rok …
- codziennie zalicza przynajmniej jedną awarię, która kończy się płaczem, czerwonością na facjacie i ogólnym skwaszeniem na jakiś czas
- jeśli nie wchodzi właśnie po schodach, nie tarza się po kanapie, to na pewno siedzi na blacie kuchennym przy oknie i majstruje przy zlewie. Jak nic zostanie hydraulikiem
- entuzjastycznie reaguje na zegar, który wybija godziny. Pokazuje na niego palcem “bim, bom!” średnio raz na 5 min. Wtedy trzeba potwierdzić, że tak, to jest zegar, bim bom, tik tak
- przechodzi etap pokazywania wszystkiego paluchem. Wszystko musi być nazwane. Działa to mniej więcej tak:
paluch - “Lampa”
paluch - “Słup”
paluch - “Balon”
paluch - “Samochód”
Śmieszny Pan i ja usiłujemy doprowadzić chałupę do stanu używalności. Jesteśmy lekko podłamani tym, jak szybko zasyfiamy przestrzenie. Dom rodziców zabałaganiliśmy niemiłosiernie w ciągu minionego roku, tak że aż musieliśmy się wyprowadzić. W nowym domu już panuje “lekki” nieład. Czy tą ułomność można jakoś leczyć??
Poza tym mieszka nam się nieźle. Do sklepu jeżdżę z Tymulą do Strykowa - najbliższy samoobsługowy! Ludzi z okna nie widać, samochody nie jeżdżą, czasami samolot przeleci. Bażanty są. I jakiś pieso-kot wyjada resztki z obiadu, które wystawiamy na dwór. Raz zniknęły nawet razem z pojemnikiem. To jakiś inteligentny koto-pies!