Burzyńska Justyna i Burzyńska Agnieszka

Fontunio

Lipiec30

Skrót wydarzeń:
1. wczoraj odwiedziliśmy Dziwnów i port. Statki odpływały i przypływały i ‘duda, duda!’ (duże). Chłopaki zjedli rybkę smażoną mirunę. Pyszna była bo jedli palcami a raczej garściami, więc restauracja po naszym obiadowaniu wyglądała średnio.
2. Tymcio lekko się wkurzył, bo chciał iść tam a nie tam. Ale przeszło mu jak kupił sobie kabanosa. W sklepie spotkaliśmy mocno starszą siwiutką panią w koszulce z napisem ‘Uwaga, mam 18 lat, zachować bezpieczną odległość.’
3. Każde wejście na plażę jest celebrowane tańcem Frankowym i drobieniem w miejscu i wymachiwaniem rękami oraz Tymciowym ‘Mama, mama, chlup, chlup, ha, ha!’
4. Wieczorem rodzice zabrali chłopaków na zachód słońca, więc ja i Szanowna Siostra poszłyśmy na całość i wybrałyśmy się na gofry. Goferki full wypas.
5. Wieczory chłopaki spędzają przed domkiem z innymi chłopakami. Jeżdżą samochodami i bardzo się sobie nawzajem przyglądają.
6. Mały plebiscyt: ‘FONTUNIO’ – co to takiego?

Jesteśmy na wczasach

Lipiec25

Jesteśmy z chłopakami w Dziwnówku. BabaAnia i DziaduSlana są obok w ośrodku. Podróż bez większych niespodzanek. Koniec podróży za to okazał się sporą niespodzianką. Jako że pojawiłyśmy się nad morzem około godziny 3 a.m. wszystko było zamknięte. Dzwonimy do Dziadka Sławka, że już jesteśmy a dziadek na to, że to trzeba będzie poczekać. Bo oni są zamknięci w tym budynku i nie mogą wyjść. To my jeździmy wokół i pytamy czy nie ma pokoju wolnego. Tymek śmieje się, bo kałuż dużo a Franek stwierdza dobitnie, że on chce do domu.
Wreszcie dziadek Sławek znajduje wyjście awaryjne i nas cichcem przemyca do ich pokoju. No może nie takim cichcem, bo chłopaki muszą całą drogę komentować i mówić, że oni do BabyAni idą. Tymcio usnął, Franek pośpiewał, butlę wypił, powyginał się i też usnął wreszcie. Pomógł smoczek i mmmmmmm (pielucha)
Od 11 mamy już swoją kwaterkę, przyjemną bardzo i wypasioną.
Jak tylko chłopaki znaleźli się nad morzem, Franek chciał łowić ryby a Tymcio rzucać kamienie.
Zdjęcia niebawem.

Dinopark Kołacinek

Lipiec3

Jako, że dzieci nam się trochę nudzą ostatnio na wiosce, postanowiliśmy pojechać do Dinoparku. Tylko 17km, chwila moment i byliśmy. Jedzie się jedzie przez wioski okoliczne, żeby dotrzeć do całkiem surrealistycznie wyglądającego Dinoparku. A tam ogromne dinozaury, jeziorko z którego wyłania się potwór i wtedy Franek mówi: ‘Bulubul idź tam, Diba boi’. Tymcio na potwora popatrzył z góry i ze stoickim spokojem poszedł dalej.
W Dinoparku jest dwa razy więcej tabliczek z uwagami, czego nie wolno robić niż exponatów. Nie wolno chodzić po trawie, przechodzić przez liny, wieszać się na linach, sadzać dzieci na exponatach. Ogólnie wszędzie jest niebezpiecznie o czym informują niezliczone tabliczki tu i ówdzie.
Dinopark rzeczywiście jest atrakcyjny dla dzieci. Duże dinozaury, plac zabaw, piach i szpadle do odkopywania dinozaura, jeziorko z potworem, renifery prawdziwe i żywe biegające przy restauracji, kopalnia złota i mostki i woda i kamienie. To wystarczy na conajmniej trzy jednostki czasowe.
Zdjęć dużo ale internet wioskowy nie pozwala niestety na umieszczenie ich na stronie. Chyba, że jest jakiś sposób na odchudzenie zdjęć o którym ja nie wiem. A pewnie jest.

W telegraficznym skrócie

Czerwiec23

Nowości z naszego podwórka:

- w weekend BożoCiałowy zjechała się caaaała rodzina i wspólnymi siłami postawiła płot! Garnki wiszą już na płocie, koszule będziemy drzeć wkrótce.

- razem ze Śmiesznym Tatą wybralim się do stolycy na koncert w ramach świętowania mojej 30 rocznicy. Koncert był fenomenalny. To się nazywa koncert! To się nazywa show! To się nazywa muzyka na żywo! MATHEW HERBERT BIG BAND z fantastycznie śpiewającą, filigranową inaczej-Eską Mtungwazi. Zdjęcia tutaj

Z ciekawostek to Śmieszny Tato bał się, że na Zamek Królewski w W-wie nie trafi bez gie pe esa.

- Miniony weekend był rozrywkowo-krajoznawczy. W Wielkopolskę ruszyliśmy w składzie: ja, Tymą, Śmieszny Ojciec. Trasa: Lednica, Dziekanowice (skanseny), Gniezno, Poznań (Ikea, Księgaręka w Spocie, Stary Rynek). Dochodzimy do wniosku, że dla mieszkańca Łodzi Poznań to jest obca planeta. Żałujemy, że nie studiowaliśmy w Poznaniu.

pict0876.JPG

pict0864.JPG

pict0927.JPG

pict0941.JPG

pict0948.JPG

- Mamy sąsiadów! Dibski, Aga i Babak (Bartek). Diba trochę nieswój z powodu rewolucji życiowej w postaci przeprowadzki, ale przyzwyczaja się stopniowo

- Poza tym: są już jagody w lesie w drodze do Brzezin, na rynku w Strykowie można zobaczyć żywe króliki i kury, a Tymcio śpiewa: “bola bola bolalala” – najlepiej wychodzi mu piano (szeptem)

pict0832.JPG

Wycieczka do Łowicza

Czerwiec1

W piątek Tymcio i Franek pojechali do Łowicza. Do muzeum i skansenu i restauracji. Zawsze uważałam, że to ja jestem najlepsza w szybkim zwiedzaniu muzeów. Ale nie. Tymcio i Franek mnie przebili. Jak tylko weszliśmy do muzeum, zaczął się wyścig. ‘Diba, tam! Tidi! Chodź, chodź!’ i obydwaj panowie zaczęli zwiedzanie biegiem. Bardzo im się muzeum podobało, dużo miejsca do biegania i schody.

W skansenie nie dali się przekonać, że studnia to studnia a nie buda dla hauhau. Skansen fajny ale dwadzieścia cm od płotu skansenu jest blok w balkonami. Wygląda to dość dziwnie.

Potem weszliśmy do lokalu, gdzie pani przyniosła zupkę jarzynową ku ogromnemu zadowoleniu chłopaków. Pojedli. Do momentu gdy pani przyniosła naleśniki z bitą śmietaną. To oznaczało definitywny koniec jedzenia zupy (przynajmniej dla Franuli). Franek zaczął jeść naleśniki. Widelcem, łyżeczką. Od czasu do czasu przegryzając ziemniakiem z zupy. Tymcio za nabiałem nie przepada więc zjadł dekorację owocową.

W drodze powrotnej panowie dostali totalnej głupawki. Ze szczęścia i zadowolenia z tak udanej wyprawy krajoznawczej.

posted under ekskursje | No Comments »
« Older EntriesNewer Entries »