Czerwiec27
Już wczasujemy. W Ustroniu Morskim. I znowu te nadmorskie klimaty:
- w drodze do plaży para emerytów przy domku kempingowym. radyjko gra. disco polo, przebój ‘barabarabara rikitikitak’ podśpiewują.
- plażowe rozmowy z cyklu ‘a co tam na śniadanie dali?’ i ‘ja w ciechocinku w tym roku nie byłem’ czy też ‘my z bożenką to kolację jemy około 19′
- stragany pełne badziewia przeróżnego typu: poduszka z szumem morza, czapki kapitańskie i itd
Jak tylko dojechaliśmy, Franek wyruszył na plażę. Jak wróciliśmy na kwaterkę, Franek oznajmił: ‘No dobla, to jedziemy do domku swojego’.

Czerwiec14
‘Mamo, ja pojadę do pracy z kolegą. Taką moją kolegą. Taką maluśką, maluśką….’
Czerwiec11
W teatrze byliśmy. W teatrze Pinokio. Byliśmy tam 5 minut. Sztuka od lat 3, o poszukiwaniu szczęścia. Pierwsza scena – facet w łachmanach pije. Wychodzi kobita ubrana na żółto (uosobienie szczęścia) i mówi: ‘Pij, pij więcej, to na pewno się lepiej poczujesz! To przez ciebie te nieszczęścia, głód i choroby!’ Wtaczają wielką beczkę na scenę. Przerażająca muzyka i światła i beczka się rozlatuje.
Reakcja Tymka i Franka: ‘Mama, do domu, ja boję’. I szybko wychodzimy.
Czerwiec8

Franek ma 3 lata. Jak się obudził z drzemki południowej i dowiedział się, że cały ogród pełen gości, mało nóg nie pogubił.
kilka zdjęć TUTAJ
3 urodziny = bunt 3-latka. od tygodnia wszystko na ‘nie’. cierpliwości, cierpliwości.
Maj19
Franek ma taki zwyczaj, że jak się tylko obudzi, to musi wygłosić jakiś monolog. Z przejęciem i wieloma detalami i wieloma wątkami. Czasami spójny i logiczny. Czasami ‘od czapy’. Oto zdania rozpoczynające owe monologi (zebrane z kilku dni):
- ‘Idziemy na dwór z gołymi nogami? Jak nie założę skarpetów, to piesek pójdzie ze mną i …..’
- ‘Jak będę duży, to będę sam jeździć na wyciągu.’
- ‘Ach, pachnie cudownie tutaj coś.’
- ‘Ej, ej, ej chyba znowu śnił mi się króliczek ten biały.’
Wczoraj po kąpieli Franek nie bardzo chciał się położyć. Monologował o małym zoo. Więc ja mówię: ‘Franek, połóż się już, późno już.’ A Franek na to: ‘Nie mogę, myślę o zebrach i dinozaurach.’
Ostatnio bawimy się w sklep owoce-warzywa. Franek układa towar na ladzie z pudełek i sprzedaje. Wszystko kosztuje 25zł. Jedno jabłko – 25zł, jedna marchewka – 25zł. Ma chłopak głowę do interesów. Jak już wszystko mi sprzeda (a odbywa się to mniej więcej tak: ‘Poproszę dwa jabłka.’ ‘Proszę, ale potrzebujesz jeszcze pomidory i marchewkę i rzodkiewki’. Franek pakuje towar do torebek prezentowych.), to potem wszystko wysypuje z torebek bo jest dostawa. I tak w kółko.