Archive for the ‘kałamarz’


Tymko - bilans 4 m-cy

Jakiś czas temu Tymko skończył 4 miechy. Zuch chłopak.

tym-014.jpg

Zdążył dotąd:

1. Trzy razy być na basenie i jak to się mówi do 3 razy sztuka, bo już więcej na razie nie będziemy basenu odwiedzać, chłopak się zapiera i walczy, że on “nieeee, nieeee, mamaaa, nieee chceeee” i trzeba z nim z wody wychodzić przed czasem.

Jak to ujęła siostra A. “pływakiem może nie będzie, ale może dobrym narciarzem”. Zobaczymy

2. Dostał już Tymko jabłko i marchewkę od wujka Gerbera ale mnie pielęgniarka środowiskowa skrzyczała, że “pani kochana, ma pani dobry pokarm, nie dokarmiać na razie”. A potem pediatra - “za wcześnie na rozszerzanie diety” bo dziecko alergik, to lepiej zaczekać. No to czekam.

3. Tymkowski leżąc na brzuchu sięga po zabawki, turla się na boczek, gada po swojemu, babcia Ania mówi, że ćwiczy francuskie “rrrrr”. I bardzo lubi jak mu dziadek Kaktus śpiewa “Hej tam pod lasem, coś błyszczy z dala, banda leśników ogień rozpala. Goń stare baby x3 od lasu, goń młode baby x3 w las”. A jak przyjechał drugi dziadek - Marko L. i śpiewali chórem, wtedy Tymek już był zachwycony!

Ku pamięci mięci kupa

Tak chciałam ku pamięci wpisać, że Tymek dzisiaj pobił rekord spania i niejedzenia.

Uwaga:

A zatym: (jak mówił pan instruktor jazdy w zamierzchłych czasach, kiedy to robiłam prawko)

19.20 karmienie wieczorne

6.17 karmienie ranne (!!!)

zero budzenia się w nocy

a mój cycek o mało co nie eksplodował

obraz-036.jpg

Mamucha Tymcia chora

Leżę i co trochę mierzę temperaturę. Rekord padł na razie koło południa - 38.4 stopnie. Głowa mnie boli, w kościach łamie tak, że Tymka nie mogę podnieść - Śmieszny Tata tylko podaje mi go do karmienia, bo ponoć nawet z gorączką trzeba kontynuować karmienie cyckiem. Cholerstwo mnie dopadło nie wiadomo kiedy - tfu!

Teraz czuję poprawę - temperatura spadła do 37.8, tylko w dłoniach czuję dziwne mrowienie. Zobaczymy jak będzie wieczorem.

Śmieszny Tato dzisiaj poczuł dopiero co to znaczy zajmować się małym bobem non stop przez cały dzień - zmęczył się hehe. Taki prezencik mu zrobiłam urodzinowy, bo to dzisiaj jego rocznica - w końcu jest pełnoletni hyhy.

I tak mnie refleksja ogarnęła, jak leżę bezczynnie, że weszłam w nową rolę społeczną - mamuchy. I chciałam się podzielić tym, że tak naprawdę wchodzi się w nią trochę tak na zasadzie szoku - nagle. Niby jest 9 miesięcy ciąży, żeby się przygotować, przemyśleć, oswoić, ale ja w ciąży nie zdawałam sobie sprawy, co to dokładnie znaczy mieć dziecko.

A dziecko oprócz tego że jest extra super fajne no i powstało z ciebie, to jednak wysysa maksymalne ilości energii i czasu. I nic już nie jest tak samo jak “przed”.

Tymek dzisiaj oderwał się od cycka na dłuższą chwilę, żeby mi się poprzyglądać i pouśmiechać. Chyba sprawdzał, czy ja to rzeczywiście ja.

Wklejam go:

pict0240.JPG

Tymon i Franciszek

Oto zdjecia wspolne Tymona i Franciszka. Dla porownania wielkosciowego

kodak-020.jpgkodak-023.jpg

Z PORODU RELACJA

To ja Śmieszny Tato. Dopiero co “przyszłem” i mam chwilę na podzielenie się z szanownymi internautami dzisiejszą historią narodzin. Można by pisać wiele, a zatem aby Wam zaoszczędzić czasu napiszę tylko conieco.

Na początek nasz Tymon:

pict0034.jpg

więcej zdjęć Tymka: http://picasaweb.google.com/Maciej.Lebiedowicz/Tymon

Wszystko zaczęło się od filmu Jowita roku 1967 w którym to Daniel Olbrychski w trakcie filmu śpi z trzema kobietami, a szuka czwartej, która to na koniec filmu okazuje się jedną z tych trzech. Skończyłem oglądać powyższy film równo o północy z poniedziałku na wtorek. Zasnąłem, a po 8 minutach zadzwoniła Justyna z informacją, że rodzi. No to sobie pospałem, 8 minut - pomyślałem, ale przyodziałem galoty, uzułem buty i wyruszyłem do szpitalka. Tam dostałem bardzo fajne wdzianko w kolorze seledyn. Justyna jak się okazało leżała już na bloku porodowym. Powiedziała, że tak się rechotała z kumpelami z pokoju na Aniołkach Czarliego, że dostała wymaganych skurczy. Gdy przyszła położna, Justyna przekazała, że skurcze są. Położna sprawdziła rozwarcie i zdziwiła się, że to Justyny pierwsze dziecko, bo rozwarcie było już na 8 cm, a ona nic czuła. Kumpele z pokoju (ta jedna co się nam wydawało, że ma 15 lat to tak naprawdę miała 22 lata. I chciałem powiedzieć, że na początku myślałem, że to żona drecha i discopolówa, bo mieszka na Radwańskiej, a jej mąż chodzi w łańcuchu, dresach, ma mnóstwo tatuaży, a na głowie żel, ale okazała się naprawdę sympatyczną dziewczyną. Kolejna nauczka, żeby nie osądzać ludzi po wyglądzie) pomogły się spakować Justynie i przewieziono ją z I piętra na IV. Gdy przybyłem na miejsce rozwiązania, Justynia była już podłączona do maszyny Hewlett Packard co rysowała kreseczki, które wskazywały na tętno dziecka i siłę skurczy/skurczów. Skurcze były za rzadko, więc połaziliśmy trochę po korytarzu, co na nic się zdało. Justyna się wysikała. Bardzo śmiesznym epizodem był fakt w jaki sposób odeszyły wody płodowe, ale nie jestem uprawniony do przekazania tej informacji. Może Justyna sama będzie chciała. Rozwarcie było już ok, na 9 cm, ale nie było skurczy/skurczów partych. Położnym tak jakby się spieszyło, bo przyłaziły cały czas i pytały: Już? Już? A teraz. Więc, aby zdążyć na jakąś powtórkę serialu podały Justynie oksytocynę. No i się zaczęło. Skurcze parte były. Justyna bardzo ładnie oddychała do brzucha, tak jak oddychać powinna. W trakcie pojawił się kolejny problem - haczykowate spojenie łonowe szanownej małżonki, co mogło spowodować, że: “będzie trudno”. Położne/lekarki szeptały jedna przez drugą: Olaboga, olaboga, co robimy? Zawołały szefa wszystkich szefów - ojca doktora. Doktor wszystkich doktorów mnie wyprosił ze salki. Jak się okazało chłop się po prostu na Justynie położył i dzięki temu dzieciaczek zeszedł trochę niżej w przewodzie rodnym. Później Justyna poparła z 3 razy i wyszła główka, a za główką reszta Tymona. Udało się. Nie powiem, wzruszyłem się cholernie, aż mi łezka poleciała (ale jedna i malutka, żeby nie było, że jestem mięczakiem. Zresztą widziałem jak Justynę szyją i widziałem całą tą krew i mięcho). Później Tymka położyli Justynie na brzuchu, a Justynę zszywali. No fajny z niego koleżka. Justyna urodziła następnie łożysko. Jest to spory kawał mięcha. Taki jak spora wątróbka cielęca. Obiad dla 4 osób by się zrobiło, jak nic. Później ważenie i pomiary. 3220 gram. A na USG tego samego dnia powiedziała ta sama doktorka, co przyjmowała poród, że dziecko jest małe i będzie ważyło tylko 2900. Sama jest mała. Ehhh. Nie ufać zbytnio lekarzom. Parę dni wcześniej Justynie chcieli cewnik założyć, ale się nie zgodziła. Odmówiła i już. A już była taka sytuacja na wiosnę, że założyli jej cewnik, spieprzyli to co bylo do spieprzenia i efektem było “nie fajnie”. Później siedziałem z Tymkiem w pokoju pomiarów, bo u Justyny w pokoju salowa o głosie Himilsbacha musiała umyć podłogę. Tymka później położyli u Justy przy cycu i się wszyscy rozeszli. Pewnie na ten serial, bo nikogo nie było przez dłuższy czas. Później się wszyscy zeszli, i zabrali nas na poniżej piętro. Salowa głosem samego Himilsbacha wyżaliła się, że mało spała, a nie była to spokojna noc bo 3 porody były. Wchodząc do winy natknęliśmy się na zmianę warty lekarskiej. Wchodziła właśnie lekarka w bardzo wyzywającym stroju pokroju klasycznej lafiryndy, więc salowa zagaiła: (głosem Himilsbacha) ” a co ty kurwa, z Paryża wracasz…” No i tyle. Justynę z Tymkiem położyli w pustej sali, która zapełniła się później współlokatorkami. Obdzwoniliśmy i obesemesowaliśmy kogo się dało i pojechałem do domu zdżemnąć się troszkę.

Podsumowując. Justyna była bardzo dzielna i mogę powiedzieć, że jest moją prywatną najtwardszą twardzielką na całym świecie. Urodziła naturalnie i do tego bez znieczulenia. Nie każda tak potrafi. Ma dziewczyna predyspozycje, aby urodzić mi jeszcze z 3 synów.

JUSTA URODZILA TYMONA!!!

O 4.20 Tymon sie urodzil 3220. porod naturalny (ja i tak nie wierze, ze ktokolwiek urodzil naturalnie)

Nic wiecej nie wiem. Lece sie dowiedziec

szanowna siostra

Justyna w Madurowiczu. Czekamy na Tymona.

30 centyl Tymonka

Okazuje się po dzisiejszym badaniu USG, że wszystko z bobem ok - przepływy, narządy, ciało w normie. Ułożony główką w dół, twarzą w lewo, usta widziałam, ręce i stopy.

Troszkę mały jest, ale w normie, 2740 g, to może i nawet lepiej, bo po prostu wyskoczy szybko i bez problemu. Ten 30 centyl oznacza właśnie, że dziecko jest nieduże. Ponoć.

Zdjęcie mordki zamieszczam, trochę demoniczne hyhy:

vlcsnap-1151231.png

Piosenka przewodnia

Kałamarz (bardzo możliwe, że będzie to Tymon) słucha od wczoraj regularnie swojej piosenki przewodniej. Kojarzycie? Ładowanie...

Mam sentyment do tej melodii, bo kojarzy mi się z wakacjami na kempingu ewentualnie w Grotnikach - lata 80-te. Ten skoczny początek, aach, aż nogi same podrygują.

Bilans

Niedziela 9 rano - czas na bilans ciąży:

I Trymestr:

  • mdłości - bliskie spotkania z muszlą o poranku
  • przez cały dzień smak starej skarpety w buzi
  • kładę się spać o 18/19 i już śpię do rana
  • nie mogę znieść zapachu lodówki, mieszkania, klatki schodowej, płynu do płukania Lenor
  • w planach mamy Malinę, bo mam przeczucie, że to będzie dziewczyna

8.jpg

II Trymestr:

  • mdłości ustępują
  • skarpeta również
  • mogę później chodzić spać
  • wraca mi energia
  • pojawiają się inne dolegliwości - zw. z układem trawiennym (zaparcia tak straszne, że odbieram je jak próbę generalną przed porodem, zgaga)
  • spędzam urocze święta wielkanocne w szpitalach z powodu nerek
  • bierzemy ślub 5 maja (impreza na 102!)
  • dowiadujemy się że Malina to jednak chłopak (?) - USG nie pozostawia żadnych wątpliwości - pindol zwany fajfusem widać wyraźnie:

fajfus.jpg

III Trymestr

  • w nocy dopadają mnie bolesne skurcze łydek i stóp
  • idę na zwolnienie
  • brzuch ma już wielkość piłki do kosza