Archive for the ‘macierzyństwo’


Gaga - o pięknym dzieciństwie

Wpadło mi w ręce pisemko Gaga. O dzieciństwie, rodzicielstwie, ale inaczej, nie poradnikowo-claudiowo-plastikowo, tylko lifestylowo i miejsko. Nowocześnie

Kto może prowadzić takie pismo? Jest tu aktivnie i exlusivnie ;)

Fajny artykuł o Czarodziejskiej Kurze - oldschoolowym czasopismie dla dzieci, o przyjaznym małym bąblom Berlinie, o winylowych nalepkach na ściany. Sesja przyrodnicza Mirellowej Matyldy, nowy projekt Zorki Projekt.

Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie ogólny morał z czasopisma: jeno w stolycy można być fajnym nowoczesnym rodzicem, który ma gdzie pójść z dzieckiem (tu wymienia się wszystkie kid-friendly lokalokawiarnie). Klimat miejski ma służyć bobasom. Taaa. W Łodzi mogę iść z Tymulkiem do lunaparku względnie  do “zoola”, względnie manufaktury, jak już bardzo wyluzowana i lifestylowa zechcę być.

I dlatego wyprowadzam się na wieś.

Tymcio będzie hasał po polu, ganiał kurki złotonóżki po podwórku wdeptywał w ich gówienko-kleksiki, bujał się w hamaku Będzie z niego wsiowy chłopac (to 3 os. l.pojed. od “chłopacy”)

A jak wejdzie w okres krostek i wyprysków na twarzy, to znienawidzi nas za to, że zrobiliśmy z niego wsiowego koleżkę.

Takie życie

Natarcie niemowlaków vol.1

W dniu dzisiejszym odbyło się premierowe spotkanie w składzie: Hania, Tymon, Jaś i Szymon oraz ich szanowni rodzice.

Atmosfera spotkania była gorąca. Nie nadążaliśmy za tym, gdzie jakie dziecko przebywa i co robi. Jedno karmione, drugie drzemie, trzecie marudzi a czwarte się bawi i tak na zmianę.

Damian Eli stwierdził, że byłby najlepszą matką na świecie hehe, jedynie cycka mu brakuje. Na co Wiola zachęciła go, żeby mimo wszystko próbował, może jakiś “cud laktacyjny” się wydarzy.

Hania jest małym Szogunem, jak to Monika ujęła. Najżywszy z najżywszych znanych mi bobasów :)

Ela- kładź Jasia na brzuchu hyhy. Nie zapomnij!!!

Szymek - najmłodszy w gronie był niezłym grzeczniachą. W końcu był w gościach. Co prawda na koniec wizyty coś mu się zapachowego “wymskło”, no ale każdemu się zdarzy.

Trochę fotosów ze spotkania:

Trzej muszkieterowie (od lewej): Jaśko, Szymko i Tymko

pict0500.JPG

Dumni tatowie:

obraz-034.jpg

Taka piękna para: Hania i Tymek

pict0514.JPG

Panie matki:

pict0528.JPG

Więcej fotek tutaj

Macierzyństwo - fakty i mity wg młodszej siostry Burzyńskiej

Chciałam się podzielić refleksją.

Mianowicie, jak dowiedziałam się że jestem w ciąży (a wskazywało na to oprócz dwóch kresek na teście ciążowym, również to, że szłam spać o 18 i spałam już do rana) pomyślałam, że dziecko to pikuś, jakoś się dostosuje do naszego trybu życia. W końcu to on jest mały a my duzi. Będziemy chcieli jechać do Chin - proszę bardzo, pakujemy dzieciaka i juu, idziemy na imprezę do zadymionego pubu - spox, dziecko się komuś podrzuci, jakieś wystawy, kawiarnie, spontaniczne wyjazdy i wyjścia - damy radę, dziecko będzie musiało się do nas dostosować. Przecież nie zrezygnuję z mojego życia!

Otóż drodzy czytelnicy, pragnący żeby było tak jak dawniej, nic z tego!

Małe dziecko oznacza totalną zmianę trybu życia. To my musimy się dostosować do tego, że dziecko budzi nas w nocy, bo głodne, że 6 rano to dla niego doskonała pora na zabawę, że o 19 nie pójdziemy sobie do kina, bo kąpiemy itp itd.

Czy mi żal tej zmiany? Nie! Bo na wszystko nadchodzi pora i ja też jeszcze będę chodzić na wystawy i do kina, tylko mi Tymek podrośnie troszkę. Niemowlęctwo nie trwa wiecznie. Ani się nie obejrzę, a Tymcio już mi wyrośnie na dużego chłopa.

A teraz mogę sobie popatrzeć jak śpi na glonojada. To dopiero jest widok:

ryjek.jpg

Barbarzyńskie prawo

Wczoraj doliczyłam się, że urlop macierzyński kończy mi się równo za miesiąc. Tymek jest małą popierdułką i je co 3 godziny z cycka.

Jak wrócę do pracy na 8,5 godziny (minus godzina przysługująca na karmienie, plus godzina na dojazdy) to na dwa karmienia trzeba będzie wypożyczyć skądś cycka. Albo wprowadzić modyfikowane mleko, czego nie chcę robić. Dlaczego? Dlatego! Szanowna siostra na pewno rozumie dlaczego nie chcę szybko rezygnować z karmienia cyckiem.

Karmienie to jedna rzecz,  ostatecznie można wprowadzić sztuczne mleko i jakoś się to przeżyje.

Druga sprawa - Tymek jest mały i najbardziej potrzebuje mamy a nie: żłobka, niani, babci itd.

Trzecia sprawa - 8,5 godziny to cały dzień - nie będę widziała, jak mi dziecko rośnie i się zmienia co jest baaaardzo smutne.

Czwarta sprawa - 1 rok życia dziecka jest kluczowy

Piąta sprawa -  chciałabym, żebyśmy mieli prawo takie jak w Norwegii (rok macierzyńskiego!)

Szósta sprawa- w USA mają i tak gorzej - kobitki nawet całego połogu nie spędzają w domu, mają po porodzie chyba z 2 tygodnie zwolnienia i tyle.

Siódma sprawa - urlop wychowawczy jest bezpłatny

Ósma sprawa - to zapewne politycy płci męskiej stworzyli takie barbarzyńskie prawo

Trzej muszkieterowie

Wczoraj odbyło się historyczne wydarzenie - w końcu doszło do spotkania trójcy naszej śniętej - Piotrka, Franuli i Tymcia (w kolejności rodzenia). Różnice gabarytowe niewielkie, ale za to rozwojowe - kolosalne!

Zdjęcie z mamami.

pict0386.JPG

Niestety Franula jak widać był jakiś niewyraźny podczas spotkania, ale szybko mu przeszło.

Małpa w kąpieli

Nasza mała małpka w kąpieli jest bardzo przejęta i skupiona. Wygląda mniej więcej tak:

pict0236.JPG

Z Tymcia się zrobił mały cwaniaczek skubany. Marudzi i marudzi aż się go na rączki nie weźmie. Trzeba bobka kołysać, albo opatulić w kocyk i chodzić z nim po domu. Śmieszny Tata śpiewa mu wtedy znaną balladę o karecie. Idzie to tak jak w linku

W ogóle to chciałam ogłosić, że Tymek powoli, bardzo powoli wychodzi z fazy karpika. Zaczyna się już uważnie rozglądać po świecie i patrzy na swoje zabawki.

A ja jestem non stop zmęczona i niewyspana. Pytałam Szanowną Siostrę kiedy w końcu uda nam się przespać całą noc bez wstawania na karmienie. Odpowiedziała: “Za parę lat. Dasz radę!”

Fontanna i Mao

Wczoraj byliśmy: ja, Śmieszny Tata i Tymcio świadkami niebywałego zjawiska. Otóż Tymcio przyssał się do prawego cycka ze swoim diabelskim “hhhhaaa”, po czym odessał na moment, a tu cycek dalej sika fontanną mleka i przestać nie ma zamiaru. Tymcio cały na twarzy w mleku- zdziwiony, że nie trzeba ssać, a mleko samo do gęby za przeproszeniem leci.

cycek.jpg

Później zaczęłam się przyglądać Tymkowi i jak się na niego patrzy pod odpowiednim kątem, tak z dołu trochę, to jest podobny do samego Mao Zedonga

A tak w ogóle to opieka nad noworodkiem to etat 24h na dobę. Nie przypuszczałam, że to pochłania tyle czasu i energii.

Z kilku dni zapiski

To ja Śmieszny Tata. Tak szybciutko podsumuję co się dzieje u nas, państwa Tymonowskich.

1. Od poniedziałku znowu w pracy, więc Szanowna Małżonka została sama na gospodarce. Mówi, że jest czasami ciężko, ale daje sobie radę.

2. Tymek rośnie i wydaje dźwięki takie jak malutka fabryka. Puff, piii, grrr, chrzszzz. Jak niespodziewanie budzi się ze snu, zaczyna przeciągać, prężyć się itp to jest to oznaka, że idzie pierdek przez jelita. Jak pierdek już wyjdzie to Tymek w kilka milisekund znów zapada w głęboki sen.

3. Dzisiaj była położna. Tymek siedząc non stop w Hagisach odparzył sobie spojenie jądrowo-udowe, czyli tu przy jajeczkach. Położna nakazała używanie przez dzień cały pieluch tetrowych. Agata w pracy powiedziała, że dziecko powinno cały czas chodzić w tetrowych, a na to pięknie zripostowała Kaśka, aby Agata zamiast podpasek sobie szmatki wkładała i zobaczy, czy to jest fajnie.

4. Tymcio ma zapędy strażackie, nadal atakuje sikami. Już udało nam się opanować sikanie podczas przewijania, więc obecnie przestawił się na sikanie podczas kąpieli. Musimy robić tarcze rękoma, aby siki nie leciały po całym pokoju.

5. Ja się staram jak mogę pomagać Justynie, jednak to ona musi wstawać dwa razy w nocy i wyciągać cycka. Kropka.

Relacja z kilku ostatnich dni - Śmieszny tata

Cześć czołem. To ja Pan Tato.

Wszyscy mówili (ci wszyscy co mają dzieci), że na początku jest ciężko. Ja sobie myślałem, że - eeee, przesadzają. Ale teraz potwierdzam, łatwo nie jest. Nie można już sobie pozwolić na luksus 8 godzinnego ciągłego snu. Ah, jakie 8 godzin, dzisiaj był wyjątkowy luksus i udało mi się przespać bez budzenia 3 godziny. Codziennie rano czuję się jak na kacu po dobrej imprezie.

Tymcio ma niezły spust, ale jeśli chodzi o sikanie. Wystarczy zdjąć mu pieluchę, zimne powietrze smyra go w ptasiora i Tymcio zaczyna sikać gdzie popadnie. Najczęściej kieruje strumień prosto na swoją głowę. Dzisiaj zanim zrobiłem ręką blokadę strumienia udało mu się nasikać sobie do ucha i na buzię. Ze zmianą pieluchy wiąże się również inne niebezpieczeństwo. Podczas przewijania Tymcio idealnie wyczuwa 2 sekundowy moment pomiędzy zabraniem spod tyłka brudnej pieluchy i podłożeniem czystej. W tym czasie potrafi walnąć taką torpedę, że do prania jest wszystko, również ubranka rodziców.

tymcio_spi.jpg

Mama Tymcia Justyna radzi sobie wyśmienicie, już nie mogę jej dogonić w tym trudnym rzemiośle - przewijaniu. Jak ubieramy synka razem to ja zdążę założyć mu jeden rękaw, a Justyna w tym czasie założy i rękaw i nogawkę i już przy pindolku zapina guziczki.

Po narodzinach jakiś sentymentalny i taki rozlazły się zrobiłem. Wzruszyłem się ostatnio przy spocie PSL’u. Tusk też pięknie odpowiadał na pytanie - dlaczego kocha Polskę.

Z PORODU RELACJA

To ja Śmieszny Tato. Dopiero co “przyszłem” i mam chwilę na podzielenie się z szanownymi internautami dzisiejszą historią narodzin. Można by pisać wiele, a zatem aby Wam zaoszczędzić czasu napiszę tylko conieco.

Na początek nasz Tymon:

pict0034.jpg

więcej zdjęć Tymka: http://picasaweb.google.com/Maciej.Lebiedowicz/Tymon

Wszystko zaczęło się od filmu Jowita roku 1967 w którym to Daniel Olbrychski w trakcie filmu śpi z trzema kobietami, a szuka czwartej, która to na koniec filmu okazuje się jedną z tych trzech. Skończyłem oglądać powyższy film równo o północy z poniedziałku na wtorek. Zasnąłem, a po 8 minutach zadzwoniła Justyna z informacją, że rodzi. No to sobie pospałem, 8 minut - pomyślałem, ale przyodziałem galoty, uzułem buty i wyruszyłem do szpitalka. Tam dostałem bardzo fajne wdzianko w kolorze seledyn. Justyna jak się okazało leżała już na bloku porodowym. Powiedziała, że tak się rechotała z kumpelami z pokoju na Aniołkach Czarliego, że dostała wymaganych skurczy. Gdy przyszła położna, Justyna przekazała, że skurcze są. Położna sprawdziła rozwarcie i zdziwiła się, że to Justyny pierwsze dziecko, bo rozwarcie było już na 8 cm, a ona nic czuła. Kumpele z pokoju (ta jedna co się nam wydawało, że ma 15 lat to tak naprawdę miała 22 lata. I chciałem powiedzieć, że na początku myślałem, że to żona drecha i discopolówa, bo mieszka na Radwańskiej, a jej mąż chodzi w łańcuchu, dresach, ma mnóstwo tatuaży, a na głowie żel, ale okazała się naprawdę sympatyczną dziewczyną. Kolejna nauczka, żeby nie osądzać ludzi po wyglądzie) pomogły się spakować Justynie i przewieziono ją z I piętra na IV. Gdy przybyłem na miejsce rozwiązania, Justynia była już podłączona do maszyny Hewlett Packard co rysowała kreseczki, które wskazywały na tętno dziecka i siłę skurczy/skurczów. Skurcze były za rzadko, więc połaziliśmy trochę po korytarzu, co na nic się zdało. Justyna się wysikała. Bardzo śmiesznym epizodem był fakt w jaki sposób odeszyły wody płodowe, ale nie jestem uprawniony do przekazania tej informacji. Może Justyna sama będzie chciała. Rozwarcie było już ok, na 9 cm, ale nie było skurczy/skurczów partych. Położnym tak jakby się spieszyło, bo przyłaziły cały czas i pytały: Już? Już? A teraz. Więc, aby zdążyć na jakąś powtórkę serialu podały Justynie oksytocynę. No i się zaczęło. Skurcze parte były. Justyna bardzo ładnie oddychała do brzucha, tak jak oddychać powinna. W trakcie pojawił się kolejny problem - haczykowate spojenie łonowe szanownej małżonki, co mogło spowodować, że: “będzie trudno”. Położne/lekarki szeptały jedna przez drugą: Olaboga, olaboga, co robimy? Zawołały szefa wszystkich szefów - ojca doktora. Doktor wszystkich doktorów mnie wyprosił ze salki. Jak się okazało chłop się po prostu na Justynie położył i dzięki temu dzieciaczek zeszedł trochę niżej w przewodzie rodnym. Później Justyna poparła z 3 razy i wyszła główka, a za główką reszta Tymona. Udało się. Nie powiem, wzruszyłem się cholernie, aż mi łezka poleciała (ale jedna i malutka, żeby nie było, że jestem mięczakiem. Zresztą widziałem jak Justynę szyją i widziałem całą tą krew i mięcho). Później Tymka położyli Justynie na brzuchu, a Justynę zszywali. No fajny z niego koleżka. Justyna urodziła następnie łożysko. Jest to spory kawał mięcha. Taki jak spora wątróbka cielęca. Obiad dla 4 osób by się zrobiło, jak nic. Później ważenie i pomiary. 3220 gram. A na USG tego samego dnia powiedziała ta sama doktorka, co przyjmowała poród, że dziecko jest małe i będzie ważyło tylko 2900. Sama jest mała. Ehhh. Nie ufać zbytnio lekarzom. Parę dni wcześniej Justynie chcieli cewnik założyć, ale się nie zgodziła. Odmówiła i już. A już była taka sytuacja na wiosnę, że założyli jej cewnik, spieprzyli to co bylo do spieprzenia i efektem było “nie fajnie”. Później siedziałem z Tymkiem w pokoju pomiarów, bo u Justyny w pokoju salowa o głosie Himilsbacha musiała umyć podłogę. Tymka później położyli u Justy przy cycu i się wszyscy rozeszli. Pewnie na ten serial, bo nikogo nie było przez dłuższy czas. Później się wszyscy zeszli, i zabrali nas na poniżej piętro. Salowa głosem samego Himilsbacha wyżaliła się, że mało spała, a nie była to spokojna noc bo 3 porody były. Wchodząc do winy natknęliśmy się na zmianę warty lekarskiej. Wchodziła właśnie lekarka w bardzo wyzywającym stroju pokroju klasycznej lafiryndy, więc salowa zagaiła: (głosem Himilsbacha) ” a co ty kurwa, z Paryża wracasz…” No i tyle. Justynę z Tymkiem położyli w pustej sali, która zapełniła się później współlokatorkami. Obdzwoniliśmy i obesemesowaliśmy kogo się dało i pojechałem do domu zdżemnąć się troszkę.

Podsumowując. Justyna była bardzo dzielna i mogę powiedzieć, że jest moją prywatną najtwardszą twardzielką na całym świecie. Urodziła naturalnie i do tego bez znieczulenia. Nie każda tak potrafi. Ma dziewczyna predyspozycje, aby urodzić mi jeszcze z 3 synów.