Burzyńska Justyna i Burzyńska Agnieszka

Tymkowski kończy rok

Październik9

Sto laaat! Sto laaat niech żyje żyje nam.

Rok temu byłam o tej porze w szoku. Syn u boku a ja w szoku!

pipek.JPG

Był taki maleńki, baliśmy się go przewijać, ubierać, nie wiedzieliśmy co i jak, pielęgnacja noworodka to był jakiś kosmos – tysiąc pięćset specyfików i zaleceń.

Przez parę tygodni wydawało mi się że nigdy nie będę nosić majtek hehe. I że moje ciało nie wróci nigdy do stanu “przed”, że już nie wyjdę – najpierw ze szpitala, potem z domu.

Rok minął i okazuje się, że wyszłam ze szpitala, z domu też, Tymek urósł i nawet Śmieszny Tato radzi sobie dobrze z zakładaniem Tymuli body przez głowę i przewijaniem najstraszniejszej z najstraszniejszych pieluch.

Tymciowi najlepszego!

P.S. W sobotę zjazd urodzinowy panie jest taka sytuacja- przyjeżdża caaaała zamojsko-wschodnia rodzina. Nawet Funio!

Faza

Luty22

Kolejna faza rozwoju

  1. Franek próbuje jak głośno uda się krzyknąć AAAAAAAA (najlepiej krzyczy się na klatce schodowej i w pobliskim sklepie Społem)
  2. Franek raczkuje jak szalony. Już nie ciąga brzuchola po podłodze tylko z prędkością światła przemieszcza się na czterech. Wystarczył jeden dzień, żeby załapał o co chodzi w tym całym raczkowaniu.
  3. Uwielbia lustro w przedpokoju. Dzisiaj śmiał się do lustra i zaczepiał swoje odbicie i dawał śliniakowe całusy swojemu odbiciu.
  4. Niestety wciąż odnosi kontuzje pomimo mojego niezłego refleksu i ciągłej obserwacji. Ja też nabawiłam się kontuzji. Dostałam w głowę drzwiami od szafy a potem Franek wsadził mi palec w oko.
  5. Najfajniejsze są jednak całusy w wykonaniu Franuli. Otwiera szeroko buzię i przykłada ją do policzka bądź czoła bądź nosa interesującej go osoby
    i uślinia daną część ciała.

A, jeszcze ostatnio czytuję różne strony o macierzyństwie i cały czas znajduję artykuły o tym, czy ojciec dziecka poradzi sobie przy porodzie. Czy to dobry pomysł, żeby ojciec był przy porodzie, czy poród źle nie wpłynie na psychikę ojca, czy ojciec będzie się dobrze czuł przy porodzie, czy ojciec nie zemdleje przy porodzie, co ojciec powinien robić przy porodzie itd itd. I taka mnie refleksja naszła: “To KOBIETA rodzi! I to o NIĄ należy się martwić i to JĄ trzeba wspierać!”

posted under franek, poród | 4 Comments »

ok, 4 miesiace minely, moge napisac

Październik15

Justa juz w domu. Porod przezyla. Ja juz nie mam traumy poporodowej, wiec czas na moje wspominki z porodu. (troche mi to czasu zajelo, zeby troche z tej traumy wyjsc)

Rzeczywiscie to troche bylo jak film.

Najpierw przez tydzien czekalam az cos sie zacznie. W sali z dwiema dziewczynami, ktore tez czekaly (jedna juz dwa tygodnie po terminie). Czekalam i czekalam i nic. W koncu w niedziele wypilam napar z lisci malin przywiezionych z Grotnik i w nocy sie zaczelo. Zaczelo sie niepostrzezenie i nie chcialo mi sie wstawac, pomyslalam, ze cos mnie tam lekko lupie od czasu do czasu, wiec nie bede wstawac bo spac mi sie chce bardzo.

Rano zrobili mi badanie i wyslali na dol na porodowke. Ja wcale nie wiedzialam, ze to sie zaczelo, bo nikt mi nie powiedzial, skad moglam wiedziec. Od 11 bylam juz na dole i dlugo czekalysmy jeszcze z taka druga dziewczyna az ktos sie nami zajmie. Potem podlaczyli mnie do ktg i widac bylo, ze sa skurcze. No to polezalam tak ze dwie godziny, az cala zdretwialam. Zapytalam czy mam juz dzwonic po Bartlomieja, bo nie wiem czy sie zaczelo czy nie. Polozna mi na to, ze to potrwa jeszcze ale dzwonic moge.

Potem lewatywka i na lozko porodowe i ktg znowu i kroplowka (ta pieprzona kroplowka za wczesnie). Przebijaja mi pecherz plodowy wielkim szpikulcem, nie boli. Od 14 juz na lozku i czekamy. Skurcze coraz silniejsze, dre sie jak nienormalna. Krzycze ile moge. Krzycze i placze. Boli jakby mi ktos kregoslup wyrywal z plecow. I tylko slysze Bartlomieja jak mowi ‘Agnieszka, oddychamy razem’ a ja sie dre, ze oddychac nie bede. Polozna i jacys lekarze przychodza i wychodza i chodza. Okazuje si, ze mialam zle wyniki krwi i znieczulenia mi nie podadza. I jeszcze polozna mowi, ze to potrwa jeszcze ze dwie godziny. Na to ja dostaje totalnej histerii i jestem w takim amoku, ze nie ma ze mna kontaktu. W koncu zaczynam przec, to silniejsze ode mnie. Ale za wczesnie, zeby przec, wiec dziecku tetno spada. Polozna mi mowi ‘Pani Agnieszko, robi pani krzywde dziecku.’ To ja tym bardziej sie dre. Tak sie dre, ze potem trzy dni gardlo mnie boli.

W koncu decyduja, ze trzeba cesarke. Nie ma rozwarcia a skurcze sa juz takie, ze mozna zejsc, ja nie przepchne dziecka. Nie pamietam ile bylo tam lekarzy i pielegniarek. Pamietam, ze wioza mnie na sale operacyjna a ja caly czas krzycze ile sil w plucach bo skucze przeokropne. Wsadzaja mnie na lozko operacyjne (bardzo waskie, ledwo sie zmiescilam), tam jeszcze jeden skurcz, prawie spadam z lozka, pielegniarka mnie lapie. I zastrzyk w kregoslup i nie czuje juz nic. Leze i jest zielono wokolo i zaslonka zielona mi przeslania brzuch. Potem widze nogi i pupe Franka jak go wyciagaja. Potem robi mi sie dziwnie i czuje, ze odpywam. Mowie, ze zle sie czuje, wiec anestezjolog, ktory do tej pory czytal gazete, wstaje i daje mi cos w zyle. I robi sie znowu zielono. Widze lake taka jak w Teletubbies i kroliczki. Slysze jak Franek placze przez chwilke. Pokazuja mi jak wyglada, daje mu calusa w glowe i zabieraja go. Mnie daja na sale pooperacyjna gdzie strasznie mi zimno. Telepie mnie dosc dlugo. Potem juz nic nie pamietam. Tylko to, ze mi sie wydawalo, ze mam nogi bardzo wysoko, a lezalam plasko.

Obudzilam sie rano i doznalam szoku, ze mam brzuch pusty. Polozna wygania mnie pod prysznic a mnie 15 minut zajmuje wstawanie z lozka. Pod prysznicem robi mi sie slabo i polozna mnie zawozi do sali. Przywoza mi Franciszka w lozeczku. I od tego momentu jestesmy juz razem.

Poloznych prawie nie uswiadczysz. Trzeba samemu sobie radzic a czlowiek ledwo chodzi, ledwo siedzi, ledwo zyje.

Totalna trauma. To dlatego nie moglam tego wczesniej opisac.

posted under franek, poród | 4 Comments »

Tymcio już w domu :)

Październik14

Cześć i czołem, jesteśmy dziś już od popołudnia w domu. Dzięki za wszystkie gratulacje i życzenia!

Tymek miał żółtaczkę ( w zasadzie to ciągle ją ma) i nasz pobyt w szpitalu niestety się wydłużył.

Ogólnie mogę powiedzieć, że znam już Madurowicza od podszewki – leżałam na 1, 4, 3 piętrze i na parterze- na oddziale, którego nie powstydziłby się żaden białoruski szpital.

Wszystko to, co o porodzie pisał Śmieszny Tata jest prawdą, łącznie z salową o głosie Himilsbacha. Agnieszka mi mówiła, że to będzie trochę jak film, i rzeczywiście tak było. Jestem wdzięczna losowi, że mnie ten 1 okres porodu nie bolał tak strasznie – był zupełnie do wytrzymania, później było troszkę gorzej, ale szybko poszło. Ekipa porodowa: położne i lekarze to nieźle zorganizowane i zgrane towarzystwo, byłam pod wrażeniem całej akcji. No a fakt, że potem kładą na tobie takie maleństwo, które niedawno kopało po kiszkach i wierciło się w brzuchu, jest niesamowity.

Jak miałam Tymka przy sobie przez dwa dni – potem zabrali go na naświetlania do inkubatora- to prawie w ogóle nie spałam tylko się na niego gapiłam..heh. Później mnie wysłali na Białoruś czyli na parter a Tymek wylądował w solarium.

pict0051.JPG

Trochę mnie to podłamało, że nas rozdzielili, ale wiem, że to było konieczne.

A teraz synek śpi już w łóżeczku (jeśli akurat nie robi małpki: marszczy czoło i wysuwa jęzor albo nie obsikuje wszystkiego wokół) a ja paraduję po domu w biustonoszu dla karmiących matek i oswajam się z domowymi luksusami (w końcu normalna łazienka !)

pict0066.JPG

posted under poród, tymek | 9 Comments »

Z PORODU RELACJA

Październik10

To ja Śmieszny Tato. Dopiero co “przyszłem” i mam chwilę na podzielenie się z szanownymi internautami dzisiejszą historią narodzin. Można by pisać wiele, a zatem aby Wam zaoszczędzić czasu napiszę tylko conieco.

Na początek nasz Tymon:

pict0034.jpg

więcej zdjęć Tymka: http://picasaweb.google.com/Maciej.Lebiedowicz/Tymon

Wszystko zaczęło się od filmu Jowita roku 1967 w którym to Daniel Olbrychski w trakcie filmu śpi z trzema kobietami, a szuka czwartej, która to na koniec filmu okazuje się jedną z tych trzech. Skończyłem oglądać powyższy film równo o północy z poniedziałku na wtorek. Zasnąłem, a po 8 minutach zadzwoniła Justyna z informacją, że rodzi. No to sobie pospałem, 8 minut – pomyślałem, ale przyodziałem galoty, uzułem buty i wyruszyłem do szpitalka. Tam dostałem bardzo fajne wdzianko w kolorze seledyn. Justyna jak się okazało leżała już na bloku porodowym. Powiedziała, że tak się rechotała z kumpelami z pokoju na Aniołkach Czarliego, że dostała wymaganych skurczy. Gdy przyszła położna, Justyna przekazała, że skurcze są. Położna sprawdziła rozwarcie i zdziwiła się, że to Justyny pierwsze dziecko, bo rozwarcie było już na 8 cm, a ona nic czuła. Kumpele z pokoju (ta jedna co się nam wydawało, że ma 15 lat to tak naprawdę miała 22 lata. I chciałem powiedzieć, że na początku myślałem, że to żona drecha i discopolówa, bo mieszka na Radwańskiej, a jej mąż chodzi w łańcuchu, dresach, ma mnóstwo tatuaży, a na głowie żel, ale okazała się naprawdę sympatyczną dziewczyną. Kolejna nauczka, żeby nie osądzać ludzi po wyglądzie) pomogły się spakować Justynie i przewieziono ją z I piętra na IV. Gdy przybyłem na miejsce rozwiązania, Justynia była już podłączona do maszyny Hewlett Packard co rysowała kreseczki, które wskazywały na tętno dziecka i siłę skurczy/skurczów. Skurcze były za rzadko, więc połaziliśmy trochę po korytarzu, co na nic się zdało. Justyna się wysikała. Bardzo śmiesznym epizodem był fakt w jaki sposób odeszyły wody płodowe, ale nie jestem uprawniony do przekazania tej informacji. Może Justyna sama będzie chciała. Rozwarcie było już ok, na 9 cm, ale nie było skurczy/skurczów partych. Położnym tak jakby się spieszyło, bo przyłaziły cały czas i pytały: Już? Już? A teraz. Więc, aby zdążyć na jakąś powtórkę serialu podały Justynie oksytocynę. No i się zaczęło. Skurcze parte były. Justyna bardzo ładnie oddychała do brzucha, tak jak oddychać powinna. W trakcie pojawił się kolejny problem – haczykowate spojenie łonowe szanownej małżonki, co mogło spowodować, że: “będzie trudno”. Położne/lekarki szeptały jedna przez drugą: Olaboga, olaboga, co robimy? Zawołały szefa wszystkich szefów – ojca doktora. Doktor wszystkich doktorów mnie wyprosił ze salki. Jak się okazało chłop się po prostu na Justynie położył i dzięki temu dzieciaczek zeszedł trochę niżej w przewodzie rodnym. Później Justyna poparła z 3 razy i wyszła główka, a za główką reszta Tymona. Udało się. Nie powiem, wzruszyłem się cholernie, aż mi łezka poleciała (ale jedna i malutka, żeby nie było, że jestem mięczakiem. Zresztą widziałem jak Justynę szyją i widziałem całą tą krew i mięcho). Później Tymka położyli Justynie na brzuchu, a Justynę zszywali. No fajny z niego koleżka. Justyna urodziła następnie łożysko. Jest to spory kawał mięcha. Taki jak spora wątróbka cielęca. Obiad dla 4 osób by się zrobiło, jak nic. Później ważenie i pomiary. 3220 gram. A na USG tego samego dnia powiedziała ta sama doktorka, co przyjmowała poród, że dziecko jest małe i będzie ważyło tylko 2900. Sama jest mała. Ehhh. Nie ufać zbytnio lekarzom. Parę dni wcześniej Justynie chcieli cewnik założyć, ale się nie zgodziła. Odmówiła i już. A już była taka sytuacja na wiosnę, że założyli jej cewnik, spieprzyli to co bylo do spieprzenia i efektem było “nie fajnie”. Później siedziałem z Tymkiem w pokoju pomiarów, bo u Justyny w pokoju salowa o głosie Himilsbacha musiała umyć podłogę. Tymka później położyli u Justy przy cycu i się wszyscy rozeszli. Pewnie na ten serial, bo nikogo nie było przez dłuższy czas. Później się wszyscy zeszli, i zabrali nas na poniżej piętro. Salowa głosem samego Himilsbacha wyżaliła się, że mało spała, a nie była to spokojna noc bo 3 porody były. Wchodząc do winy natknęliśmy się na zmianę warty lekarskiej. Wchodziła właśnie lekarka w bardzo wyzywającym stroju pokroju klasycznej lafiryndy, więc salowa zagaiła: (głosem Himilsbacha) ” a co ty kurwa, z Paryża wracasz…” No i tyle. Justynę z Tymkiem położyli w pustej sali, która zapełniła się później współlokatorkami. Obdzwoniliśmy i obesemesowaliśmy kogo się dało i pojechałem do domu zdżemnąć się troszkę.

Podsumowując. Justyna była bardzo dzielna i mogę powiedzieć, że jest moją prywatną najtwardszą twardzielką na całym świecie. Urodziła naturalnie i do tego bez znieczulenia. Nie każda tak potrafi. Ma dziewczyna predyspozycje, aby urodzić mi jeszcze z 3 synów.

« Older Entries