W zastępstwie za małżonkę Justynę.
Dzień dobry. To ja. Smieszny Pan. Justyna poszła rodzić i nawet mi kanapek nie zrobiła. Dzisiaj kazała przekazać, że:
Melduję posłusznie, że jeszcze jestem w jednym kawałku. I wyglądam mniej więcej tak:

Tyle, że siedzę już w szpitalu i doczekać się nie mogę, aż Tymcio wyjdzie w końcu na świat.
W pokoju mam dwie – już- matki: jedna rodzi bliźniaki- chłopaki, druga nie wie jeszcze co. Jedna ma chyba z 15 lat i już dwuletnią córkę. Dzwoni do niej co chwila mąż – dzwonek w komórce: “jesteś szalona” – i gadają godzinami, o dziecku, seksie, giełdzie samochodowej i wizytach znajomych.
Potem oglądamy tv, ja nie wpływam na wybór programów, bo nie znam się na tv. Oglądałam już “świadka koronnego”, “jak oni śpiewają”, serial o miłości na polsacie i “american pie” – czyli humor seksualno-fekalny.
To tyle od szanownej małżonki.
Mogę dodać coś od siebie: Rozmowy kobit w szpitalu wyglądają mniej więcej tak: “Ty, coś mi się tam sączy… ale ja nie wiem. Spodnie mam mokre i idę do położnej i pytam czy to wody, a ona, że to śluz…” no mniej więcej tak to wygląda. Kobity w szlafrokach w kolorach: sprany niebieski, sprany różowy i sprany żółty snują się po korytarzu, a konkretniej na trasie łazienka-pokój. Na piętrze hałaśliwie jak we fabryce. Zawsze któraś ma podłączone KTG i na cały korytarz słychać jak wali serducho jej maluchowi albo maluszce. A ja siedzę sam we domu. Wczoraj było mi wyjątkowo smutno, bo nie było internetu. Dzisiaj jak widać internet jest i jest mi mniej smutno. Czekam na szanowną małżonkę wraz z potomkiem. Odkurzyłem nawet.