To teraz dokończe to co wczoraj nie dokończyłem.
Chciałem napisać jeszcze o noszeniu obrączki. Na początku to obrączka służyła mi tylko i wyłącznie do tego, aby idąc w pracy korytarzem obić ją o każdy szczebelek kaloryfera tak aby wydała taki fajny (tak mi się przynajmniej wydawało) dźwięk - dyrydyndydydndydny. Później się dowiedziałem, że wieść gminna niesie, iż “laski lecą na złotko”, więc zacząłem obserwować. Do pracy jeżdżę windą głównie z kustoszkami (tzn sprzątaczkami) już nie pierwszej świeżości i jakoś żadna mnie nigdy w tyłek nie uszczypnęła. Później przestałem nosić, bo przy kąpaniu Tymka to jemu z moją obrączką jakoś tak nie wygodnie. No i nic. Nadal kustoszki nie reagują. Później odkryłem, że to jednak nie chodzi o obrączkę, tylko o ogólne zdziadzienie materiału ludzkiego w mojej postaci spowodowane nie zaglądaniem do lustra od jakiegoś czasu i zapuszczeniem się doszczętnie.
Aha chciałem napisać jeszcze o prezentach, które ludzie przynoszą dla nowego małego potomka. Ja wiem, że każdy przynosi, bo wypada przynieść jakieś fatałaszki dla świeżaka, ale kupując coś na prezent radzę się zastanowić. Te najładniejsze śpioszki: w króweczki, w pipeczki, w salcesoniki, w żuczki gnojarki itp są przeważnie zakładane przez głowę, a nie rozpinane z boku. Postawcie się teraz drodzy kupujący w roli rodzica, który ma to założyć dziecku przez głowę, a jak nadal nie potraficie sobie tego wyobrazić, to spróbujcie założyć sobie majtki przez głowę i zobaczycie, że nie jest to takie proste. Jak jeszcze Tymona nie było tu gdzie teraz jest to oglądałem w sklepach ubranka i doszedłem do wniosku, że nadruki na te ubranka projektują graficy po kursie Korela w Zeto. Teraz już wiem, że na te ciuszki to się nawet nie zdążysz napatrzeć. Prawidłowość jest taka, że po założeniu najfajniejszych ubranek maluch w ciągu kilku minut zarzyga je do tego stopnia, że będzie musiał być przebrany momentalnie. Więc, apel i rada dla kupujących: Śpioszki muszą być rozpinane/zapinane od szyi do samych stóp !
Podczas choroby Justyny musiałem robić sprawunki o godzinie o której to normalanie wpadam w fantastyczny wir pracy i nic nie jest w stanie mnie odciągnąć od zbijania kokosków. W sklepach o tej porze są dwa obozy kupujące - babiny i dziadyny oraz matki z pacholętami. Porę tą można rozpoznać bardzo łatwo. Jeśli mieszkacie przy jakimś niewielkim markiecie i zdarzy wam się wstać w środku tygodnia o nieznanej porze, następnie po wyjrzeniu przez okno okaże się, że przed markietem jest stado ratlerków i tłustych, napompowanych kundli różnej maści to jest właśnie godzina około jedenastej.
Co do zakupów to babiny kupują produkty marki “jedynka”, “aro”, “dobre i tanie”, “biedronka”, a matki kupują produkty pod tytułem “Danonki, mnóstwo danonków”.
Dla matek są również udogodnienia liczne. Na ten przykłada w domu towarowym Viki na Retce na stoisku mięsnym Pamso, gdzie to jest szynka wędzona po 30,34 pln można za wędlinę i mięso płacić kartą. Fajosko co?