Wczoraj nalaliśmy wody do basenu z Tidichadzikiem, matka wskoczyła w kostium i syn też zażądał stroju kąpięlowego. Tłumaczyłam, synu – kostiumy są dla dziewczyn, naprawdę chcesz? Tidichadzik nalegał coraz bardziej płaczliwie, więc wymyśliłam na poczekaniu substytut:
A jeszcze rozwalił mnie tekstem w samochodzie.
Poczułam jakiś smrodek przepalonego kabla i mówię do niego: “Czujesz, jak coś śmierdzi?”
A Tidichadzik po głębszym namyśle: “To chyba moje nogi tak śmierdzą, mamo Justino-Hitu!”
W teatrze byliśmy. W teatrze Pinokio. Byliśmy tam 5 minut. Sztuka od lat 3, o poszukiwaniu szczęścia. Pierwsza scena – facet w łachmanach pije. Wychodzi kobita ubrana na żółto (uosobienie szczęścia) i mówi: ‘Pij, pij więcej, to na pewno się lepiej poczujesz! To przez ciebie te nieszczęścia, głód i choroby!’ Wtaczają wielką beczkę na scenę. Przerażająca muzyka i światła i beczka się rozlatuje.
Reakcja Tymka i Franka: ‘Mama, do domu, ja boję’. I szybko wychodzimy.
I parę haseł, bo słucham trójkowych przekrętów dzisiaj z okazji Dnia Dziecka:
“Mama, gdzie jest mój młot patyczny?” (czyt. drewniany)
“Ale on jest zbrudniały ten samochód, trzeba go umyć”
“samochód doftafczy”
Tymek ma problemy z formami:
nie – “mogę, biorę” tylko: “możem, bierzem, pójdziem itp”
albo – “wejdłem tutaj, dojdłem tam”
do mnie mówi:
“mama, co powiedziałeś?? mama, gdzie byłeś?”
A jeszcze mi się przypomniało, jak chłopaki siedzą na tarasie, napili się soczku, ja podchodzę, cisza, nagle Franek mówi: “no dobla chłopaki, to co lobimy??”
Chyba muszę zmienić płeć!
A to zdjęcia z niedzielnej wycieczki do Maurzyc:
lampa jak z przedszkola:
ciarówa:
tata Maćko:
hej synu!
Tidichadzik zjadł w drodze powrotnej Grześka czekoladowego i zasnął, jak widać dzieciak ma straszny katar: