W przedszkolu


Czołem. To ja, Śmieszny Tata.
Dzisiaj wybraliśmy się z chłopakami na targi Bazar Moto Weteran (ja się znam tyle na motoryzacji co jestem weteranem, ale zagadnienie bazaru jest mi bardzo bliskie). Zrobiliśmy męską wycieczkę w składzie Diba, Tidik, Bartek i Maciek. Miały być stare samochody, a okazało się, że samochodów nie było wcale. Były za to motory i stoiska grup inscenizacyjnych, czyli tych co przebierają się za jakiś oddział z jakiejś wojny i sobie udają.
Chłopakom kupiliśmy po GRANACIE. Tata mój mówi, że to granat ofensywny i jak by się taki granat u dziadka Sławka w łazience zdetonowało to szybciej by płytki skuł pod nowy brodzik (z hydromasażem nomen omen, fiu fiu).
Ja, chcąc się pochwalić przed Justyną jaki to fajny zakup zrobiliśmy wysłałem Tymka z granatem do Justyny. Tymek podchodzi, pokazuje i mówi: “Mama, arbuz”.
Dzwoni Tymkowi, w jakimś owocowym kościele, ale nie wiadomo w jakim.
Kota mamy. Obronnego. Sytuacja jest taka: wychodzimy z Franulą na spacer. Przybiega duży biało-czarny pies i szczeka i się jeży. Kot Szaruś rzuca się na dużego psa z sykiem i piskiem i goni go daleko, daleko. Pies ucieka ile sił w nogach.
Tak to Szaruś broni nas i swojego już terytorium. Chcąc nie chcąc, po powrocie do domu, zrobiłam przegląd lodówki, żeby jakoś Szarusia nagrodzić.
Układamy puzzle. Specjalnie układam źle, żeby Franek mnie poprawił.
Mama Adzia: ‘Ten klocek tutaaaj’
Franek: ‘O nie, kochanie, to nie tutaj, kochanie. To tutaj, kochanie, mama.’