Lipiec27
W sobotę hucznie świętowaliśmy imieniny Anny. Zjechały się wszystkie “kacki”, czyli siostry Babci Ani. Opowieści wspominkowych, jakw każdej szanującej się rodzinie, było podczas wieczoru sporo. Najczęściej we wspomnieniach przewijała się postać Ciotki Lotki. Ciotka Lotka zasłynęła z tego, że dużo klęła i była postacią charakterystyczną. Np raz się do Częstochowy wybrała po dywan i przydarzyła jej się przygoda związana z ogólnie pojętym procesem metaboliczno-perystaltyczno-trawiennym. Wyszła z tej przygody cało. Hodowała kaczki, aaa zwaaaała na nie, że “ino gnaty z tego, a zrą tyle, pazerne jedne!!!”. Ale na pytanie ” to po co ciocia te kaczki trzyma?” odpowiadała “no Heńka ma 20, Zośka 30, to ja 40 kupiłam, a co!” Jak zobaczyła kaszankę od sąsiadki, to mówi” tfu, skurwysyństwo słooone, nie bierzta na drugi raz.” A jak jej się prawnuczka urodziła, to jej tak dziwnie na imię dali “Klauwia”.
Inna ciotka to do Wejherowa aż pojechała z Bobrów “po szledzie”
A Babcia Helena to prędko chodziła, w ogóle prędka była i jak zobaczyła z kuchni przez okno, że samochód jedzie z chlebem do sklepu, to raz dwa torbę bierze i biegnie. Paweł (kuzyn) pyta: “Babcia, podwieźć cie?” A ona w biegu odpowiada: ” A ja tam wim, czy po dwieście, czy nie po dwieście..”
I jeszcze ciocia Zonia i Nina się bawiły, że jedna jest Lila a druga Marysia, a moja mama ze swoją mamą w Iwony się bawiły, bo Iwona to było dopiero imię w tamtych czasach!
Dla mnie ze starych Bobrów to najbardziej charakterystyczna była Buchcino, co na starość już ją zgieło w pół i tak po wsi chodziła pochylona. A ja, okrutne dziecko, ją naśladowałam.
I pamiętam jeszcze, że dziadek Józek nigdy brody nie golił i nie lubiłam się z nim witać, bo kłuł! Ale za to jaki był pomysłowy – zawiasy na furtkę z gumowej podeszwy wymyślił, skórki wyprawiał, ptaki, potem mnie ten jaszcząb, co w przedpokoju wisiał po nocach straszył hehe. I na skrzypcach umiał grać i na kolei pracował. Taki chłop był.
A reszta historii mi umknęła, ale jak ktoś pamięta, to niech wpisze w komentarzu.