Burzyńska Justyna i Burzyńska Agnieszka

Tymkowski kończy rok

Październik9

Sto laaat! Sto laaat niech żyje żyje nam.

Rok temu byłam o tej porze w szoku. Syn u boku a ja w szoku!

pipek.JPG

Był taki maleńki, baliśmy się go przewijać, ubierać, nie wiedzieliśmy co i jak, pielęgnacja noworodka to był jakiś kosmos – tysiąc pięćset specyfików i zaleceń.

Przez parę tygodni wydawało mi się że nigdy nie będę nosić majtek hehe. I że moje ciało nie wróci nigdy do stanu “przed”, że już nie wyjdę – najpierw ze szpitala, potem z domu.

Rok minął i okazuje się, że wyszłam ze szpitala, z domu też, Tymek urósł i nawet Śmieszny Tato radzi sobie dobrze z zakładaniem Tymuli body przez głowę i przewijaniem najstraszniejszej z najstraszniejszych pieluch.

Tymciowi najlepszego!

P.S. W sobotę zjazd urodzinowy panie jest taka sytuacja- przyjeżdża caaaała zamojsko-wschodnia rodzina. Nawet Funio!

Po szledzie to tylko do Wejherowa

Lipiec27

W sobotę hucznie świętowaliśmy imieniny Anny. Zjechały się wszystkie “kacki”, czyli siostry Babci Ani. Opowieści wspominkowych, jakw każdej szanującej się rodzinie, było podczas wieczoru sporo. Najczęściej we wspomnieniach przewijała się postać Ciotki Lotki. Ciotka Lotka zasłynęła z tego, że dużo klęła i była postacią charakterystyczną. Np raz się do Częstochowy wybrała po dywan i przydarzyła jej się przygoda związana z ogólnie pojętym procesem metaboliczno-perystaltyczno-trawiennym. Wyszła z tej przygody cało. Hodowała kaczki, aaa zwaaaała na nie, że “ino gnaty z tego, a zrą tyle, pazerne jedne!!!”. Ale na pytanie ” to po co ciocia te kaczki trzyma?” odpowiadała “no Heńka ma 20, Zośka 30, to ja 40 kupiłam, a co!” Jak zobaczyła kaszankę od sąsiadki, to mówi” tfu, skurwysyństwo słooone, nie bierzta na drugi raz.” A jak jej się prawnuczka urodziła, to jej tak dziwnie na imię dali “Klauwia”.

Inna ciotka to do Wejherowa aż pojechała z Bobrów “po szledzie”

A Babcia Helena to prędko chodziła, w ogóle prędka była i jak zobaczyła z kuchni przez okno, że samochód jedzie z chlebem do sklepu, to raz dwa torbę bierze i biegnie. Paweł (kuzyn) pyta: “Babcia, podwieźć cie?” A ona w biegu odpowiada: ” A ja tam wim, czy po dwieście, czy nie po dwieście..”

I jeszcze ciocia Zonia i Nina się bawiły, że jedna jest Lila a druga Marysia, a moja mama ze swoją mamą w Iwony się bawiły, bo Iwona to było dopiero imię w tamtych czasach!

Dla mnie ze starych Bobrów to najbardziej charakterystyczna była Buchcino, co na starość już ją zgieło w pół i tak po wsi chodziła pochylona. A ja, okrutne dziecko, ją naśladowałam.

I pamiętam jeszcze, że dziadek Józek nigdy brody nie golił i nie lubiłam się z nim witać, bo kłuł! Ale za to jaki był pomysłowy – zawiasy na furtkę z gumowej podeszwy wymyślił, skórki wyprawiał, ptaki, potem mnie ten jaszcząb, co w przedpokoju wisiał po nocach straszył hehe. I na skrzypcach umiał grać i na kolei pracował. Taki chłop był.

A reszta historii mi umknęła, ale jak ktoś pamięta, to niech wpisze w komentarzu.

posted under wspomnienia | 5 Comments »

Złoooty pierścioneeek, tralilalila

Maj5

Ehem ehem ehem – dzisiaj mija pierwsza rocznica ślubu mojego i Śmiesznego Pana-Taty.

slub.jpg

To wiekopomne wydarzenie miało miejsce na Roztoczu o godz. 19:20 powiedzieliśmy “tak” . Śmieszny Pan śmiał się jak głupi do sera przez całą ceremonię- taki nerwowy uśmiech miał przyklejony do twarzy. Ja szeptałam konspiracyjnie do księdza, że “ja nie mogę do komunii”, a on jak rasowy brzuchomówca odpowiedział “wiem”.

Krótko mówiąc: namawianie nas na ślub było ciężkie. Przyjechali rodzice z Zamościa na pertraktacje i spotkanie na szczycie no i nie dało się inaczej. Takie życie. Człowiek chce być dorosły, ale mu nie dają. My tak ze Śmiesznym Panem już mamy.

Ale z perspektywy czasu wesele było extra. Impreza jedyna w swoim rodzaju. Klimacik stworzył na przyjęciu niejaki Lolek (nie mylić z wujkiem Lolkiem), którego band rozgrzewał gości i nie pozwalał siedzieć przy stolikach. Za kogo się oni nie przebierali, panie kochany, sarmaci, armia radziecka, krakowiacy i górale, dancingowcy, zabrakło chyba tylko wcielenia klubowego.

Dla mnie wesele to był taki “pstryk”, nawet nie wiem kiedy przeleciało. Nie zdążyłam ze wszystkimi pogadać, ale chyba się ogólnie goście wybawili.

No i Tymek się w brzuchu wykołysał.

A złooooty pieeerścionek otrzymałam dzisiaj. Na zaręczyny!

A kolacia?

Maj1

Ostatnio tak nas wzięło na przypominanie sobie nawyków żywieniowych z dzieciństwa. Ze mnie była niezła pyza, wcinałam równo i z tego wszystkiego późno stanęłam na nogi. Mama mówi, że lubiła mnie karmić, bo tak ładnie jadłam hehe.

Agnieszka za to była niejadkiem i chudzielcem, i rodzice musieli nieźle pajacować, żeby Adzia cokolwiek zjadła. Zresztą zostawia na talerzu do dzisiaj, aż muszę jej mówić, że dzieci w Afryce głodują. A Bartek, żeby “jadła jak człowiek”
Ona mi za to, jak byłyśmy małe mówiła ciągle: ” nie gap się!”. Strasznie mnie to wkurzało, bo ja uwielbiałam się gapić. Najfajniej było się gapić na wczasach, na stołówkach, bo tak: pełno nowych ludzi w zasięgu wzroku, scenki rodzajowe rozgrywają się normalnie co sekunda, żal nie patrzeć. A ona mi ciągle: “nie gap się” i “nie gap się” na przemian z “żarłok” .

A ja rzeczywiście podjeść sobie lubiłam. Kiedyś podobno wracamy z rodzicami z jakiejś imprezy (imieniny jakieś czy coś), wszyscy najedzeni. Mama zarządza: “do łazienki i spać”. A ja na to: “Jak to spać? A kolacia?”