Burzyńska Justyna i Burzyńska Agnieszka

Tymon Towarzyski i pewien etap w moim życiu się skończył

Wrzesień14

Tymcio w ostatnim tygodniu udzielał się towarzysko razem ze swoją mamą czyli ze mną.

Środowe popołudnie spędził w towarzystwie starszych kolegów- Olka i Wojtka i ich mam chóralnych i jednego taty socjologicznego – pozdrawiamy wszystkich. Bardzo było w gościnie fajnie – szaszłyki pyszne, samochody i klocki Olka przyciągały jak magnesy, a balkon kusił najbardziej. Tymcio, jakby mu pozwolić, zrzucałby po kolei samochody i klocki na dół z triumfalnym: “Baach”

W niedzielę za to spotkał się ze starym gronem ziomali na urodzinowym party Hani. Tak jest, Hania-Szogun ma już rok! Przyjęcie odbyło się w figloraju, był tort, przewalanki, baseny z piłkami, ogólny zamęt. Rodzice zmęczyli się okrutnie. Dokumentacja fotograficzna mam nadzieję, pojawi się wkrótce.

Z okazji ponownego spotkania dzieci pozwolę sobie na taki oto ranking.

Najbardziej żywiołowa postać na przyjęciu: Hania (skoki na piłce większej od niej, zjeżdżanie do basenu pełnego piłek na pełnym gazie itd, itp.)

Najbardziej ruchliwy obywatel: Szymek (guz na czole dobitnie o tym świadczy)

Najbardziej całuśny: Jaś (wycałował Tymonka najpierw w lewe oko, potem w czoło hehe)

Siła spokoju – mistrz Zen: zasmarkany Tymcio

W tak zwanym międzyczasie Tymciowi stuknęło 11 miechów. W dzień jedenastomięcznych urodzin wstał! Pierwszy raz!!!

Czyli nasz mały inwalida wojenny wychodzi powoli z okresu inwalidztwa. Bardzo mu się stawanie spodobało, chce więcej – wdrapuje się na sofę z naszą pomocą. Raczkuje, ale czasami coś mu się fiksuje w głowie i wraca do stylu “na inwalidę”. Koleżka skończył chyba już definitywne z jedzeniem cycka (tak sądzę, bo znowu mam plecy z przodu), nie je w nocy. Dorosły.

A w piątek pewien etap w moim życiu się skończył. Wylogowałam się o godz. 16:00 ostatni raz w domu. Koniec telepracy. Wracam do fyrmy. Ubranie na jutro naszykowane, budzik nastawiony na 6:30, włosy umyte (musiałam, bo Tymcio po kąpieli zasmarkał mi pół grzywki haha), komputer spakowany. Jadę.

Tymek komfortowy

Sierpień26

Okazuje się, że w Łodzi najlepiej z 10-miesięcznym dzieckiem czas spędza się gdzie? W “Komforcie”!

Śmieszny Pan i ja jesteśmy na etapie “tuż tuż przeprowadzka”. Oczywiście to jeszcze poootrwa. Tak już niestety jest z tymi budowlano-remontowymi sprawami. Że się ciągną jak flaki z olejem. Co pojadę zobaczyć stan budowy, to się ekscytuję, że tak dużo zrobione i tak fajnie wszystko wygląda i już się wprowadzamy, a tu znowu COŚ.

Tak czy inaczej, wczoraj zrobiliśmy wycieczkę do Komfortu – po raz trzeci chyba, żeby sfinalizować kwestię wykładzinową. Kwestia wykładzinowa występuje w strefie sypialnianej, tymkowej, gościnnej i pracowniczej. Z przeznaczonym na tę kwestię budżetem (dokładnie opracowaliśmy business case) wyruszyliśmy do Komfortu.

Tymek w Komforcie oszalał. Czołgał się nasz inwalida wojenny między dywanami ze swoim samochodzikiem “brum brum”. Latał tak po całym sklepie, aż się ludzie oglądali. Wybrudził się niemożliwie, a największy miał ubaw, jak go goniłam. Nawet pan sprzedawca mi uwagę zwrócił, że tu za czysto nie jest. Ale my się bakterii z Tymonkiem nie boimy! Dziecko po to jest, żeby było brudne.

P.S. Wykładzina u Tymka będzie dziecinna, taka z ulicami i domkami. Mnie się nie podoba, ale jak Tymek ją zobaczył w kąciku dziecinnym, to był zachwycony.

Śmieszny Pan robi risotto- łomem!

Sierpień6

Dzisiaj Śmieszny Pan popisał się kulinarnie. Zaproszeni zostali goście, w zasadzie to takie mini-obchody 10-lecia matury nam wyszły. Trzeba było chałupę ogarnąć i gości czymś dobrym podjąć. Ja w moim nowym tymczasowym wcieleniu – perfekcyjnej pani domu – upiekłam nawet ciasto – z papierka! – kopiec kreta, nie mylić z kupą kreta. Myślałam, że takie ciasto z tektury to rach ciach, mixujesz, wsypujesz, do pieca i już. A tu 22 godzina, wtorek, a ja z kopcem w polu. Czekać trzeba, aż ostygnie, dziurę drążyć, masę robić, banany fantazyjnie układać, płatki czekoladowe łączyć delikatnie z masą. Normalnie huk roboty.

Śmieszny Pan był odpowiedzialny za risotto. Podsmażał właśnie cebulkę, wyszedł tylko na chwilunię z kuchni coś do mnie krzyknąć, a tu przeciąg drzwi zatrzasnął i tzw dupa. Otworzyć się już klamki nie udało. I tym właśnie sposobem risotto zostało ukończone przy użyciu łomu:

lom.JPG

Poniżej dziewczyny z klasy E:

klasa.JPG

Uff jak gorąco

Czerwiec1

Weekend przebimbaliśmy:

pict0182.JPG

pict0181.JPG

Tymciula przekąpał się w nowym basenie:

pict0110.JPG

Mitch & Mitch & Nifuroksazyd

Maj16

Wiekopomna chwila nastapiła wczoraj. Razem ze Śmiesznym Tatą wyszliśmy RAZEM na miasto bez Tymka w godzinach wieczornych. Z okazji koncertu Mitch&Mitch z okazji Fotofestiwalu z okazji przyjazdu Kasi i Szymona

Koncert śmieszny jak nie wiem co. Brygada jak z kreskówki, 5 koleżków – Mitch, Serious Mitch, Homitch, Mitch i jeszcze Mitch hehe. Grają muzykę skoczną i nieco fałszywą, co tylko dodaje jej uroku. Homitch na przykład – perkusista udziela się “wokalnie” w romantycznej balladzie i gra dupą na organkach – dosłownie!. Serious Mitch wygrawa bitwę na solo stopą z drugim Mitchem. Któryś Mitch to wykapany młody Grechuta, główny Mitch wokalista posiada pięęękne bokobrody, a Homitch ma fajny rozlatany wzrok jak bębni. Ogólnie niezły ubaw. Polecam!

Ale dzisiaj już mniej zabawnie się zrobiło, bo Tymko ciągle nie wrócił do formy, brzuszek go boli i dzisiaj nasza pani doktor powiedziała, że to chyba infekcja jakaś. W poniedziałek na badania i bierzemy nifuroksazyd. Fuj

« Older EntriesNewer Entries »