Tymon Towarzyski i pewien etap w moim życiu się skończył
Tymcio w ostatnim tygodniu udzielał się towarzysko razem ze swoją mamą czyli ze mną.
Środowe popołudnie spędził w towarzystwie starszych kolegów- Olka i Wojtka i ich mam chóralnych i jednego taty socjologicznego – pozdrawiamy wszystkich. Bardzo było w gościnie fajnie – szaszłyki pyszne, samochody i klocki Olka przyciągały jak magnesy, a balkon kusił najbardziej. Tymcio, jakby mu pozwolić, zrzucałby po kolei samochody i klocki na dół z triumfalnym: “Baach”
W niedzielę za to spotkał się ze starym gronem ziomali na urodzinowym party Hani. Tak jest, Hania-Szogun ma już rok! Przyjęcie odbyło się w figloraju, był tort, przewalanki, baseny z piłkami, ogólny zamęt. Rodzice zmęczyli się okrutnie. Dokumentacja fotograficzna mam nadzieję, pojawi się wkrótce.
Z okazji ponownego spotkania dzieci pozwolę sobie na taki oto ranking.
Najbardziej żywiołowa postać na przyjęciu: Hania (skoki na piłce większej od niej, zjeżdżanie do basenu pełnego piłek na pełnym gazie itd, itp.)
Najbardziej ruchliwy obywatel: Szymek (guz na czole dobitnie o tym świadczy)
Najbardziej całuśny: Jaś (wycałował Tymonka najpierw w lewe oko, potem w czoło hehe)
Siła spokoju – mistrz Zen: zasmarkany Tymcio
W tak zwanym międzyczasie Tymciowi stuknęło 11 miechów. W dzień jedenastomięcznych urodzin wstał! Pierwszy raz!!!
Czyli nasz mały inwalida wojenny wychodzi powoli z okresu inwalidztwa. Bardzo mu się stawanie spodobało, chce więcej – wdrapuje się na sofę z naszą pomocą. Raczkuje, ale czasami coś mu się fiksuje w głowie i wraca do stylu “na inwalidę”. Koleżka skończył chyba już definitywne z jedzeniem cycka (tak sądzę, bo znowu mam plecy z przodu), nie je w nocy. Dorosły.
A w piątek pewien etap w moim życiu się skończył. Wylogowałam się o godz. 16:00 ostatni raz w domu. Koniec telepracy. Wracam do fyrmy. Ubranie na jutro naszykowane, budzik nastawiony na 6:30, włosy umyte (musiałam, bo Tymcio po kąpieli zasmarkał mi pół grzywki haha), komputer spakowany. Jadę.