ciuchcia

Franek w ciuchci.
Dzisiaj w trakcie obiadu: ‘Mamo, a mój kolega z pracy to najpierw je lody a potem zupę. To może ja też…’

Franek w ciuchci.
Dzisiaj w trakcie obiadu: ‘Mamo, a mój kolega z pracy to najpierw je lody a potem zupę. To może ja też…’
Wczoraj nalaliśmy wody do basenu z Tidichadzikiem, matka wskoczyła w kostium i syn też zażądał stroju kąpięlowego. Tłumaczyłam, synu – kostiumy są dla dziewczyn, naprawdę chcesz? Tidichadzik nalegał coraz bardziej płaczliwie, więc wymyśliłam na poczekaniu substytut:

A jeszcze rozwalił mnie tekstem w samochodzie.
Poczułam jakiś smrodek przepalonego kabla i mówię do niego: “Czujesz, jak coś śmierdzi?”
A Tidichadzik po głębszym namyśle: “To chyba moje nogi tak śmierdzą, mamo Justino-Hitu!”

Rewia mody pantuniestal na plaży.


Upał, panie, nie do zniesienia. Ruszyliśmy się wycieczkowo, żeby odpocząć trochę od plaży. Pojechaliśmy do ogrodów tematycznych – ogrody japońskie, cienia, białe, mistyczne, warzywno-ziołowe, śródziemnomorskie i francuskie i inne. I, droga siostro, doszłam do wniosku, że nasze ogrody trzeba trochę podrasować. Otóż, po powrocie z wywczasów planuję altankę ciemnoczerwoną z winoroślą, którą TataBartłomiej wybuduje. Planuję również całą masę donic z różnymi ziołami i burakami (tak, burakami, wyglądają git w wielkich donicach). Normalnie, będzie jak w botaniku.
Już wczasujemy. W Ustroniu Morskim. I znowu te nadmorskie klimaty:
Jak tylko dojechaliśmy, Franek wyruszył na plażę. Jak wróciliśmy na kwaterkę, Franek oznajmił: ‘No dobla, to jedziemy do domku swojego’.
