W przedszkolu


Kuchnia bije rekordy popularności. Teraz codziennie bawimy się w sklep spożywczy. Tzn wszystkie produkty spożywcze znajdujące się na poziomie ‘metr od podłogi’ lądują na tejże podłodze i układamy i sprzedajemy. Sklepy są dwa, żeby nie było scysji. Torby na zakupy są dwie, żeby nie było scysji. Każdy produkt w słoiku, bez względu na to, czy to kompot czy grzybki marynowane, określany jest mianem ‘oliwki małe’.



a tu Tymcio je naleśnika z nutellą

Weekend mieliśmy wyjazdowy z okazji nowego numeru Majstra, który właśnie promujemy i sprzedajemy w różne miejsca.

Babcia Ania zachorowała i Tidik miał zostać pierwszy raz cały dzień z dziadkiem Sławkiem. Już prawie wychodzimy o 6 rano, a Tymcio ryczy, że “mama Justinka, mama Justinka”. Uśpiłam go jeszcze, wychodzimy, dziadek lekko spękany, ale mówi, że da radę. Brama się nie otwiera, siedzimy w samochodzie już gotowi wszystko odwołać, nagle brama zaskoczyła, i otworzyła się. Decyzja-jedziemy!
No i okazało się, że dziadek Fafek radę dał, Tidika ubrał, nakarmił, na dwór wyprowadził dwa razy i żadnych problemów z dzieckiem nie było.
A jak wróciliśmy, to Tymcio do mnie mówi:”dziadek, bawimy się?”, a do Bartka: “dziadku Bartku”
Na drugi dzień się pyta: “a gdzie dziadek??”
Zaczęło się profesjonalnie:
po pierwsze zagniatanie

po drugie mąka

potem już trochę pajacowania:

a skończyło się tak:


Wczoraj rozmrażaliśmy mięso. Tymcio spogląda do garnka a ja głośno myślę: “to chyba jest indyk”. Na to Tymek: “Może to lew!”
Bawimy się w sklep. Ja chcę kupić brokuły. Franek mówi: ‘Zapytam panu, MamoAgo.’ Wędruje do przedpokoju i mówi: ‘Panu, są brokuły? Acha, no tak. Szkoda.’ Wraca do mnie i mówi: ‘Nie ma brokułów, nic a nic.’